Najgorsza jest obojętność

DOCHODZI DO WYKORZYSTYWANIA POMYSŁÓW, TEKSTÓW, A ZAINTERESOWANI NIE REAGUJĄ

Gdy ludziom zależy, to swoje zainteresowanie, zaangażowanie są w stanie wyrażać na różne sposoby. Choćby poprzez złość, oburzanie się, że ktoś bez pytania wykorzystuje pomysły lub posługuje się tekstami. Zmieniając je tylko w sposób minimalny, dostosowując do bieżących potrzeb.

Z ludźmi jednak bywa podobnie jak z przysłowiowym dzbanem, który nosi wodę do czasu, gdy się ucho nie urwie. Są granice, których przekraczać nie wolno, by ludzkiego zainteresowania nie zamienić w obojętność, która według mnie jest najgorsza.

Pracując w ruchu stowarzyszeniowym, udało mi się uruchomić kilka interesujących pomysłów oraz napisać trochę tekstów, które w różny sposób funkcjonują w niektórych środowiskach obywatelskich, które pozwoliły mi przetrwać trudne chwile, a nawet stały się reklamą tego co robię oraz nawet mojej osoby.

Uważam, że bardzo nie na miejscu jest, gdy inni podszywają się pod naszą pracę, bez zgody korzystają z naszych pomysłów. Normalnie, gdy dochodzi do takich sytuacji, gdy mi zależy, oczywiście zwracam uwagę, a nawet jak jest taka potrzeba wyrażam niezadowolenie.

Ale są też takie chwile, że z pobłażanie i bez reakcji przechodzę obojętnie obok takich zachowań i sytuacji. Przecież nie da się w nieskończoność oszukiwać samego siebie, a co dopiero innych. Na jak długo wystarczy cudzych pomysłów i tekstów do budowania własnego wizerunku?

Słuchajcie, uważam, że obojętność jest najgorsza i powinna być stosowana tylko w wyjątkowych, wręcz ekstremalnych sytuacjach. Ale skoro ludzie nie potrafią przyznać się do popełnionych błędów, to nie ma co oglądać się za siebie. Oni zwyczajnie zasługują tylko na obojętność. Trzeba iść do przodu. Trzeba doceniać to, co nas spotyka dobrego od innych ludzi. Dobro oczywiście trzeba odpłacać dobrem.

Tak wystawić własną żonę

A mój osobisty facet z bardzo groźnym wyrazem twarzy, w związku z moją nie do ogarnięcia postawą, ostrzega mnie, że zastosuje mi ciche dni. I tak te ostrzeżenia co jakiś czas słyszę, od mniejsza o to ilu już lat. To by było chyba nawet zabawne, gdybyśmy po tylu latach byli wobec siebie obojętni bodaj jeden dzień, gdybyśmy mijali się bez słowa. Taka postawa była by nie tylko śmieszna, ale i bardzo głupia, szkodliwa. Bo obojętność jest najgorsza.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Te co najmniej dziwne maile, które robia furorę

ORAZ CI, KTÓRYM BARDZO, ALE TO BARDZO BRAKUJE TYCH MAILI!

Miałam dzisiaj straszny dzień! Spędziłam go w sądach, przy czytaniu akt. Ale właśnie pisząc te słowa, dostałam łapówkę, by wreszcie mi się poprawił humor, a dzieci tak z całego serca i bardzo szczerze życzyły mi nowego samochodu oraz całkiem na poważnie pytały, jaki bym chciała sobie kupić?

Młodzież jest całkiem szczera, bo bym nie miała problemu, są gotowi, zabrać mojego grata. Jeżeli chodzi o łapówkę, to jest to świeżutki budyń, który ugotował mi mój osobisty facet, któremu ciągle odmawiam wysyłania maili. A w sprawie humoru, to nie jestem pewna czy nie ma jakiegoś podtekstu. Jak myślicie? Facet potrafi być bezinteresowny? Ja w każdym razie mam ogromne wątpliwości.

Jak strasznie nisko upadło nasze państwo poprzez wyczyny znacznej części funkcjonariuszy publicznych, to już chyba niewiele da się bardziej. Wymiar sprawiedliwości, jaki wymiar sprawiedliwości? To jest wymiar ogromnej niesprawiedliwości.

Zachodzę do sądu. Proszę o akta i słyszę, że sprawa jest zakończona, a tak w ogóle to sprawa nie dotyczy mnie, to akt do wglądu nie dostanę, poinformował mnie grzecznie pracownik.

Przekazuję panu cierpliwie kolejne informacje, by osoby dysponujące aktami sprawdziły w aktach pewne informacje i by wtedy dopiero została podjęta decyzja o udostępnieniu mi akt. Pan wykonuje telefon i otrzymuje od razu odpowiedź, bez sprawdzania czegokolwiek przez rozmówcę po drugiej stronie, że akta za chwilę będą dostępne, bo panie bez sprawdzania pamiętają, że pani jest osobą upoważnioną.

Słuchajcie, po przyniesieniu przez pracownicę dokumentów, opadła mi szczęka. W sprawie z zakresu ubezpieczeń społecznych pięć opasłych tomów akt. Jakich czynności i ile trzeba wykonać, jakie i ile dowodów powołać, by ustalić, czy dana osoba powinna podlegać ubezpieczeniu, czy nie?

To jest jakaś totalna manipulacja, totalne mataczenie, pomyślałam sobie. Ileż trzeba było zgromadzić papierów, by w tym ogromnym stosie zginęły istotne fakty i dowody?

Tym razem pani sędzia poszła na całość! Jak mataczyć to konkretnie i hurtowo, bo na mnie, mojego męża i dwa stowarzyszenia, które nas wspierają, nie ma inaczej siły. Potrzeba papierów coraz więcej i więcej. Konieczne są również zagrywki proceduralne. ZUS i KRUS mogą przemieszczać się w czasie wbrew prawu po kilkanaście lat, a nas z każdego dnia rozliczą.

Jak Wam się na przykład podoba, że minął nam termin 02 maja, gdy nie było dostępu do akt oraz możliwości złożenia pisma w sądzie, a sędziowie korzystali z długiego weekendu, podczas gdy ja pocałowałam klamkę w sądzie, gdy chciałam sprawdzić, co się ze sprawą dzieje.

„Elita” polskiego Narodu, ma prawo do dnia wolnego za dzień ustawowo wolny od pracy, podczas gdy tacy zwykli ludzie jak my, powinniśmy cieszyć się, że robią nam łaskę, pozwalają na siebie pracować wybrańcy Narodu, robiąc z nas kompletnie bezrozumne istoty.

Drugiego maja to zresztą nie był pierwszy raz, gdy sprawa dla nas była tajna, łamana przez poufne, gdy nie było akt w sądzie, bo pani sędzia wzięła je sobie do domu. Tak nam na piśmie odpowiedział prezes sądu. No cóż, do czytania akt sądowych mają prawo matki, żony i kochanki, kochankowie oraz mężowie też, a jak są dzieci, to też niech czytają. Niech czyta, kto tylko chce, byle nie zainteresowani. Jaki wymiar sprawiedliwości, takie korzystanie z akt sądowych.

Bywam w sądach pracy i ubezpieczeń społecznych. Widuję ilość akt, które leżą na sędziowskich stołach, dotyczących kilku spraw, które są danego dnia rozpatrywane przez sąd. To tak na oko, tym co się przede mną pojawiło, można by obdzielić kilka spraw.

Moja ocena okazała się bardzo trafna. Do sprawy dołączone zostały akta z czterech innych spraw. Po co, będziemy ustalać, bo dwie sprawy, nie dotyczą odwołującego się.
Pani sędzia w totalnym poczuciu bezkarności dokonała hurtowego mataczenia sprawą. Co się będzie rozdrabniać pojedynczymi bez znaczenia kartkami papieru. Dołączyła całe tomy akt nie związane ze sprawą. Tak, że ilość akt nawet na mnie zrobiła wrażenie, choć niejedno już w sądach widziałam.

A może do czegoś takiego trzeba się przyzwyczaić? Standardem w polskich sądach jest, że dołącza się do spraw akta spraw matek, żon i kochanek. Jeżeli na sprawę tak spojrzymy, to wszystko jest w największym porządku. Ja jako kochanka i żona w jednej osobie, to trzeba było dołączyć akta z dwóch moich spraw do sprawy mojego męża.

Choć sędzia w sumie i tak się ograniczyła, bo w sprawie występowałam jeszcze jako wiceprezes Stowarzyszenia, a w sądzie by przecież wyszperała jeszcze jakieś akta z moich spraw pod kolejną moją rolę, a i sąd odwoławczy mógł jeszcze coś dorzucić od siebie, gdy zostałam wiceprzewodniczącą w zarządzie w drugim Stowarzyszeniu występującym w sprawie. Przecież od 10 lat walczymy o swoje prawa, to się tego trochę nazbierało. A jednak sędziowie się bardzo ograniczali. Mogli przecież dołączyć do każdej z ról co najmniej jedne akta kompletnie nie związane ze sprawą, a dołączyli tylko dwa tomy. Łaskawcy.

Tylko co to wszystko ma wspólnego z mailami? Ma i to bardzo dużo. Nie dała bym rady, gdybym nie potrafiła o tych bardzo trudnych sprawach pisać w taki bardzo specyficzny sposób.

Jak w ramach grup obywatelskich mailowo omawiamy pewne sprawy, to też się dzieje. Mężowi to nie chcę wysyłać maili, ale za to mam całkiem sporą grupkę współpracowników w ogromnej większości panów, którym potrafię wyjaśniać pewne sprawy w co najmniej dziwny sposób.

Usiłują rozwalić stowarzyszenia poprzez skłócanie ludzi na potęgę. Ja rozumiem, że można powiedzieć sobie kilka słów, zrobić coś nie tak, ale musi po chwili przyjść opamiętanie. Trzeba rozmawiać i ustalać zasady współpracy.

Niestety, ci którzy szczują, puki co wygrywają. Zagłuszani jesteśmy przez specjalistów od podgrzewania konfliktów. Jak zaczyna iść praca. Ja mam okazję popchnąć kilka spraw i podokazywać sobie w mailach, rozmawiając o często bardzo ważnych, ludzkich sprawach, a część moich współpracowników polubiło mój sposób pisania, co tam polubiło, stali się wielbicielami moich wypocin, maile nawet robią furorę, to ktoś z kimś się pokłóci, a kontakty słabną.

Ostatnio były kolejne awantury w znaczących stowarzyszeniach. Znowu część moich współpracowników znalazła się po innej stronie niż ja, choć w sumie myśmy się nie kłócili. Koledzy tak nieśmiało, zaczynają do mnie pisać, bo chyba brakuje im moich maili.

Zasoby są nieograniczone

Szkoda czasu na kolejne kłótnie i podziały. Trzeba zabrać się wspólnie do pracy, by skończyć między innymi z przestępczą działalnością sędziów, która objawia się między innymi poprzez fałszowanie akt, mataczenie sprawami. Te karygodne postawy przecież wyniszczają ludzi i kraj, co powinno być przerwane wspólnymi siłami tu teraz.

Barbara Berecka,

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Żmija, diablica, manipulatorka czyli najgorsza kobieta pod słońcem!

KARIEROWICZKA I GWIAZDA SIĘ UJAWNIŁA – WIEDZCIE TO JEDNAK TYLKO DLA SIEBIE, NIKOMU TEGO NIE MÓWCIE!

Jak zaczęłam w sieci słownie dokazywać, przemycając przy okazji treści bardzo polityczne, ponoć nie tracąc przy tym profesjonalizmu, a pisałam wtedy tylko pod pseudonimem, to internauci pisali mi, bym wyszła z cienia, a będzie się działo!

Łatwo powiedzieć lub napisać, by wyjść z cienia. Ja nie byłam przygotowana na wychodzenie z cienia, nie miałam do tego wystarczająco dużo odwagi i nie chciałam budować swojej siły na tym, co w sieci zrobiłam pod pseudonimem.

Gdy sugestie powtarzały się, postanowiłam zaryzykować i w zasadzie od początku rozpocząć obecność w sieci. Tym razem podpisując teksty prawdziwymi danymi. Postanowiłam docierać do czytelników poprzez kolejne materiały podpisywane imieniem i nazwiskiem, które publikowane były dość systematycznie. Na początku oczywiście nie było łatwo. Czytelników mi jednak systematycznie przybywało.

Po pewnym czasie zaczęłam pracować w ruchu stowarzyszeniowym, gdzie nie tylko poprzez teksty mogłam
dać się poznać szerszemu gronu ludzi. Czyli zaczęłam wychodzić z cienia. Miałam okazję prezentować poglądy grupy i swoje między innymi w mediach oraz na spotkaniach przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Po kilku miesiącach pracy w stowarzyszeniu zwykłym, stworzyliśmy stowarzyszenie, które następnie zarejestrowaliśmy w KRS, w którym zostałam wiceprezesem zarządu. Mam przekonanie, że w części grupy i w jakiejś części ruchu stowarzyszeniowego, zyskałam spore zaufanie i sporo sympatii. Oponentów mojej postawy i działalności oczywiście również nie brakuje.
Najgorzej jest z tymi, którym bardzo nie odpowiada moja samodzielność, a beze mnie jest jeszcze gorzej niż ze mną.

Niestety do grup autentycznie obywatelskich przychodzą nie tylko ludzie zainteresowani aktywizacją obywateli w życiu publicznym. Przychodzą również tacy, którzy mają za zadanie siać destrukcję. Nie będę się w tym miejscu nawet rozwodziła w jakim celu. Tak po prostu jest jak Polska długa i szeroka. W każdym stowarzyszeniu, gdzie praca zaczyna iść, zaczynają jednocześnie dziać się dziwne rzeczy, które oczywiście w najlepszym wypadku hamują pracę grupy.

Gdyby to tylko ode mnie zależało, to szukałabym porozumienia. Uważam, że ludzie powinni ze sobą rozmawiać i usuwać przeszkody, które napotykają. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Mój mąż ciągle nie może sobie darować, że poprzez złość i śmieszne dąsy oraz pląsy doszło do praktycznie zatrzymania pracy statutowej grupy, którą stworzyliśmy i sformalizowaliśmy. Kobieta rzeczywiście jest najgorsza pod słońcem, ale trzeba z tym nauczyć się żyć, bo jednocześnie ta żmija, diablica, manipulatorka i wszystko co najgorsze, gwarantuje swoją osobą ustawiczne podejmowanie wyzwań, co przyczynia się do profesjonalizacji działań i do rozwoju.

Ta historia z zamieszaniem w stowarzyszeniu pomogła mi zrozumieć, dlaczego niezależnie od różnych zawirowań, jestem od lat ciągle z tym samym facetem. Bo nam zależy, by być razem, a jak pojawiają się trudności i nieporozumienia, to ze sobą rozmawiamy bez dąsów i pląsów, o słownym obrzucaniu się inwektywami nawet nie może być mowy. W tym miejscu przypominają mi się
słowa amerykańskiego szkoleniowca, który pisał, że prywatne zwycięstwa poprzedzają publiczne zwycięstwa. Natomiast niepowodzenia prywatne poprzedzają klęski publiczne.

Gdyby praca w naszej grupie szła jak należy, nie przyjęła bym żadnej z propozycji do zapisania się do innego stowarzyszenia, które do mnie spływały. Uważam, że przynależność do różnych grup, które mają zbliżone cele działalności, nie ma większego sensu, a nawet takie stanie w rozkroku jest szkodliwe.

Pewien pan w stowarzyszeniu w którym pracowałam, wpadł na genialny pomysł, dzisiaj wiem, że był normalnie wizjonerem i stwierdził, a powtarzał to kilkakrotnie, że ja oczywiście będę wiceprezesem, ale powinnam trochę popracować jako zwykły członek, by oczywiście pokazać, co potrafię.

– Dlaczego znajomy był wizjonerem? Chcąc dalej faktycznie pracować w ruchu stowarzyszeniowym, bronić swoich praw poprzez stowarzyszenie przyjęłam propozycję zapisania się do jednej z grup. Popracowałam kilka miesięcy jako szeregowy członek i znowu zaczął się cyrk. Tym razem nie byłam w centrum wydarzeń, a nawet na początku nie opowiedziałam się po żadnej ze stron.

Gdy zrobiło się bardzo gorąco, każdy z członków stowarzyszenia musiał dokonać wyboru pozostania w grupie lub odejścia z niej. Nie jestem zwolenniczką obrażania się, bo stowarzyszenia nie są piaskownicami w których bawiące się w nich dzieci, gdy się pokłócą, zabierają swoje zabawki i każdy idzie w swoją stronę. W ten sposób nigdy nie da się nic zbudować. Gdy pojawiają się problemy i nieporozumienia trzeba rozmawiać, szukać kompromisów.

Komisja rewizyjna zażądała zwołania walnego zebrania, odwołania zarządu stowarzyszenia i wybrania nowego. Na spotkanie pojechałam pełna obaw. Organizatorom udało się przekonać do udziału w spotkaniu wystarczającą ilość osób do podejmowania decyzji.

Ja w sprawie wyszłam na karierowiczkę, ale przynajmniej nikomu tego nie powtarzajcie. Szeregowi członkowie stowarzyszenia zaproponowali, bym weszła w skład nowego zarządu.
Zgodziłam się, ponieważ bardzo zależy mi na wzmocnieniu pracy na rzecz praworządności, a sprawa jest na tyle ważna, by ją wyeksponować, zostałam wybrana na wiceprzewodniczącą zarządu sporej wielkości stowarzyszenia, które ma swoją siedzibę w Warszawie.

Kilka dni temu wiceprzewodniczący zarządu odpowiedzialny za sprawy polityczne, za wybory, dyskretnie zasugerował mi, że chyba powinnam skończyć uchylanie się od startu w wyborach samorządowych, bo jako wiceprzewodnicząca zarządu powinnam podjąć wyzwanie i wystartować w wyborach.

Polityka jest obrzydliwa. Strach jest myśleć, ile trzeba dokonać zmian, by struktury samorządowe i struktury władzy zaczęły służyć milionom obecnie udręczonych, nadmiernie eksploatowanych, osiągających niskie dochody Polaków. Ale niestety mało kto tak realnie patrzy na polskie życie publiczne. Zbyt wielu startujących zapewne nie zdaje sobie sprawy, czego się chcą podjąć? Jak ogromnie trudne zadania do wykonania przed tymi, którzy zostaną wybrani, chyba, że ponownie wyborców zwyczajnie oleją i bodaj przez chwilę pożyją sobie dobrze jak ich poprzednicy.

Wyzwanie, wyzwaniem. A to, że żmija, diablica, manipulatorka czyli najgorsza kobieta pod słońcem i do tego karierowiczka, to jest zupełnie inna sprawa. Tak ludzie rozumują, tak czują, to pewnie tak jest, a na pewno niektórym się tak wydaje, że tak jest, a ja muszę nauczyć się z tym żyć.

Słuchajcie, im więcej tkwię w sferze publicznej, bardziej wychodzę z cienia, tym coraz mniej przejmuję się złośliwościami, które mogą być przeróżne, które niestety bywają reakcjami na sukcesy innych. Czy można przejmować się wyssanymi z palca opowieściami, które nie mają nic wspólnego z faktami, a przedstawiane są jak prawdy objawione?

Tak wystawić własną żonę

Za mną nigdy nie było świętego spokoju. Zawsze musi się coś dziać. Nawet trudno się dziwić innym ludziom, że w sferze publicznej nie koniecznie nadążają za mną. Bardzo często zaskakuję samą siebie, bo zanim zaczęłam wychodzić z cienia, uczyłam się bardzo dużo, sporo pisałam w sieci, a teraz to wszystko procentuje nawet ku mojemu zaskoczeniu.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Czytać w myślach?

CZYLI NAPISAĆ TO, CO CZYTELNIK CHCIAŁBY PRZECZYTAĆ!

Oczywiste jest, że powinnam się bać! Dzisiaj przeczytałam na jednym z największych portali internetowych, że rzekomo agenci ABW odwiedzili autora krytycznych uwag o rządzących, a nawet samym premierze Tusku. Jeżeli do tego w moim przypadku dodamy taką nietypową dla znacznej części Polaków postawę wymagania od siebie i ludzi ze swojego otoczenia, to w moim przypadku robi się ciekawie.

Słuchajcie, to jest straszne, że to co jest patologią, co bardzo utrudnia i demoluje życie w Polsce stało się standardem. Tylko po co to wszystko, czemu i komu to służy? Niech sami żyją dobrze, ale niech również pozwolą nam żyć!

Przecież o wiele łatwiej jest nam żyć oraz innym z nami, gdy szanujemy innych ludzi, jesteśmy przewidywalni, przestrzegamy ustalonych zasad, potrafimy rozmawiać, gdy nawet w trudnych, spornych sytuacjach podejmujemy dialog, szukamy porozumienia.

Nie rozumiem cwaniactwa, gdy jeden człowiek próbuje być cwańszy od drugiego. Przecież można się nawzajem szanować i być z siebie zadowolonymi, być szczęśliwymi.

Niestety rządzenie Polską w dużej części oparte jest na wizji, która kończy się na końcu własnego nosa i oparta jest o kiwaniu innych. I tak sobie żyjemy w toksycznym świecie, który oczywiście wywiera na nas negatywny wpływ.

Czytelnicy często piszą mi, że czytam w ich myślach pisząc teksty, które idą pod prąd jedynie słusznym poglądom w sferze publicznej. Aż trochę się tego boję, bo to jakoś wyszło samo, zupełnie nie planowo, ale poprzez swoją postawę udało mi się zbudować zaufanie grupy ludzi w całkiem realnym świecie, którzy normalnie murem i na piśmie stanęli za mną, o co specjalnie nie zabiegałam.
I wbrew obawom co niektórych, moje nie do końca poważne i grzeczne teksty, wcale mi nie szkodzą. Tylko poprzez swoją przewrotność i kompletne zatarcie granicy faktów z fikcją, powodują, że czytają je całkiem poważni ludzie.

Ostatnio byłam na ważnym spotkaniu. Niezależnie od tego, że stanęli za mną ludzie, że mi ufają, nawet bardzo ufają, bo na zaufanie trzeba zasługiwać, to liczne przeszkody na które napotykam, na które napotykają inni przedstawiciele autentycznego ruchu stowarzyszeniowego powodują, że mimo wszystko nie jest łatwo, czuję się mocno pobijana.

Spokojnie! Nie ma sensu się dręczyć, analizować tego, co już dawno zostało zdiagnozowane. Miało być bardzo ważne spotkanie, a ponieważ czułam się niepewnie, to musiałam coś z tym zrobić! Nic, tylko wszystko trzeba postawić na jedną kartę.

Łatwo powiedzieć coś takiego młodej i ładnej dziewczynie.
Uśmiech numer pięć, szpilki, mini spódnica i świat leży u stóp. Ale mnie kobiecie w średnim wieku, to tylko siąść i płakać – pomyślała by niepewna siebie pani. Ale przecież płakać nie wolno, bo oczy będą czerwone i kolejny atut zostanie utracony, a na takie straty nie może sobie pozwolić nawet młoda i atrakcyjna kobieta. Bo nogi nogami, nienaganna sylwetka też nie jest najważniejsza, ale spojrzenie i inteligencja u kobiet ponoć są najważniejsze. W związku z powyższym próbuję ciągle jakoś dawać radę. Przynajmniej się staram.

Ale spokojnie. Nie tylko my kobiety tylko przez chwilę bywamy nastolatkami. Panowie też mają swoje problemy. Pamiętając o tym do spotkania przygotowałam się jak najlepiej potrafiłam, biorąc oczywiście pod uwagę wcześniejsze sugestie znajomych płci męskiej.

Słuchajcie, znowu zadziałało. Zamieszanie było jak zwykle, gdy się pojawiam, a nawet zauważone i docenione zostały moje starania w przygotowaniu się do spotkania. Ujawniło się nawet kilku nowych wielbicieli moich pisemnych wypocin, którzy wcale nie blefowali, bo cytowali fragmenty moich wypocin. Kto by pomyślał, tacy stateczni i poważani panowie, którzy czytają moje niegrzeczne teksty.

Demokracji nie można mylić z anarchią

Tak to już jest, że potrzebujemy trochę swobody, uruchomienia wyobraźni, czytania w myślach innym osobom.
Jak widać nie wszystko musi być na sprzedaż, wyuzdane i dosłowne. Lodowatość w sferze osobistej, która może irytować i irytuje co niektórych, która jak kameleon w sferze publicznej przeradza się w entuzjazm, spontaniczność i zainteresowanie ludźmi zawsze działają. Tym razem też zadziałały.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Ludzie wystawiaja sobie sami opinię!

NIEPOLITYCZNE ZACHOWANIA POLITYKÓW

Już od dłuższego czasu czepiam się biednych polityków, którzy odpowiednio wystawili się, by dostarczyć dowodów na zdemaskowanie ich. A i o tym, że państwo nie spełnia swoich podstawowych funkcji, już też wielokrotnie pisałam, co minister Sienkiewicz potwierdził zgodnie z zasadą, co trzeźwy myśli, to pijany powie.

Myślę, że nie tylko ja jestem pod ogromnym wrażeniem wypowiedzi: „Ch*j tam z tą Polską wschodnią, nie?”.

A oni zamiast składać dymisje, jeszcze ciągle brylują przed kamerami!

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Jak nie ten prezes, to inny i tak się kręci obłąkańcza karuzela

ŻYCIE PUBLICZNE, POLITYKA NIE MOGĄ BYĆ ŚMIERDZĄCYM ŚCIEKIEM

Słuchajcie, jestem bardzo dobrym przykładem na to, że to sytuacje, życie w ludziach wyzwalają tkwiący w nich potencjał, uruchomiają zdobyte kompetencje, które często przez lata tkwiły w uśpieniu.

Mnie się przydarzyło, być wciągniętą przez konieczność w wir życia publicznego. Nie wykonane prawomocne wyroki i niedopuszczalna postawa pracowników KRUS, którzy twierdzą, że odmawiając wykonania wyroków, wykonali je, spowodowało, że coś się we mnie zacięło.

Przecież nie można przejść do porządku dziennego nad czymś takim, gdy urzędnicy oraz sędziowie wyniszczają nas i nam podobnych nie tylko wbrew polskiej racji stanu, bo tak do sprawy wypadało by podejść, że polską racja stanu jest by Polakom żyło się dobrze. Wyniszczają zwykłych, nikomu niczego winnych ludzi wbrew polityce społecznej, której przecież nie ma, bo w sprawie Polacy i Polska są najmniej ważni. Wyniszczają wbrew prawu, ale i wbrew elementarnym zasadom poprawnego rozumowania.

Zresztą nie tylko we mnie coś się zacięło. Coraz więcej osób mówi: dość i podejmuje bardzo nierówną walkę. Poniżeni poprzez niedopuszczalny sposób prowadzenia postępowań, poprzez idiotyczne i nie logiczne argumentowanie, traktowani przez znaczną część funkcjonariuszy publicznych jak bezrozumne istoty, wciągani jesteśmy w wir życia publicznego poprzez funkcjonowanie w organizacjach pozarządowych.

I co się okazuje, że na bazie własnych doświadczeń przekonujemy się, dlaczego część osób funkcjonujących w życiu społeczno – politycznym przechodzi często z organizacji do organizacji, z partii do partii, gdzie w sporej części grup, trudno doprosić się
działania zgodnego z prawem na rzecz dobra indywidualnego i wspólnego.

To oczywiście nie jest nic nowego. Tak jest w bardzo wielu przypadkach od lat, że w polskim życiu publicznym działają grupy, których funkcjonowanie oparte jest na pogardzie wobec zwykłego człowieka i prawa. Ale tak przecież nie może być w nieskończoność. Nie może tak dalej być, że ze sporej części przeróżnych organizacji, które mają ogromny wpływ na rządzenie Polską, rozprzestrzeniany jest nieprawdopodobny smród, jak ze ścieku. A smród jest tak silny, że infekuje, przenika kolejnych ludzi, kolejne środowiska, którym wmówiono, że tak ma być.

Nie warto być cwańszym od innych

Tymczasem, tak wcale nie musi być, a nawet tak nie powinno być. Uważam, że czas najwyższy jest ku temu, by pewne zjawiska nazywać odpowiednio do stanu faktycznego, by ci, którzy tkwią w fekaliach nie przenosili smrodu, nie pożądanych działań na kolejnych ludzi, na kolejne grupy ludzkie, na polską sferę publiczną, na zarządzanie samorządami, na rządzenie krajem.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Wielka miłość

„WIELKA MIŁOŚĆ, NIE WYBIERA,
CZY JEJ CHCEMY, NIE PYTA NAS WCALE” Bogdan Olewicz

Gdy podejmuję bardzo trudne wyzwania, a szczególnie wtedy gdy zaczyna do mnie docierać, jak trudnego zadania się podejmuję i zaczynam wpadać w panikę, to robię swoje i zaczynam jednocześnie uciekać od codzienności, od realnego świata w coś, co daje mi ogromną siłę. Uwielbiam słuchać muzyki i piosenek między innymi Seweryna Krajewskiego.

Świat uczuć i myśli w którym są bardzo ważni, bardzo realni ludzie, o czym przypomina muzyka i słowa piosenek, często są ważniejsze niż wszystkie bogactwa tego świata. Co tam problemy dnia codziennego? Świat wielkiej polityki, dużych pieniędzy, też są bez znaczenia, gdy obok ciebie jest ktoś wyjątkowo ważny. Nie wszystko to, co się dzieje w nas i wokół nas, jesteśmy w stanie zrozumieć czy opisać. Nie jesteśmy również w stanie nad wszystkim zapanować. I bardzo dobrze

W pogoni za pieniędzmi, sławą, modą, bo jak nie ten, to tamten, mam wrażenie, że wiele osób traci to, co jest najważniejsze, co jest mocnym fundamentem, daje ogromną siłę, normalnie uskrzydla, pozwala cieszyć się życiem i działać.
„Wielka miłość, wielka siła,
Zostajemy jej wierni na zawsze”.

Wieka miłość, wielka siła oczywiście nie tylko ta między kobietą i mężczyzną. Choć ta jest oczywiście bardzo ważna. Zaczaruje cię taki nie wiadomo kiedy oraz gdzie, tak zupełnie niepostrzeżenie i jest już po tobie. Być może nawet po latach zdasz sobie sprawę, że ta druga osoba jest dla ciebie jak narkotyk, ale na uzależnienie nie ma siły. Tkwisz w tym po uszy i czujesz się z tym bardzo dobrze. Nikt i nic nie jest w stanie pokonać tego niesamowitego uzależnienia.

Szczególne emocje, szczególna siła tkwią również w innych układach niż między kobietą i mężczyzną. Bardzo ważne są takie szczególne relacje w rodzinie. Bardzo dobrze jest, gdy ludzie potrafią je pielęgnować i czerpać z nich siłę, by się nią dalej dzielić.

Pochodzę z takiej bardzo tradycyjnej polskiej rodziny, gdzie byli rodzice i dziadkowie. Babcie odeszły dość wcześnie, szczególnie jedna o wiele za wcześnie. Ale nawet pamięć o tych co odeszli na zawsze, była obecna, była czymś ważnym, dodawała siły. A dziadkowie oczywiście uchylili by nawet nieba wnuczce. Podobnie zresztą było z rodzicami. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że jak odejdzie na zawsze mój tato, będzie mi go aż tak bardzo brakowało, że mama i siostra również tak bardzo mocno będą tęskniły.

Z takich bardzo stabilnych, niesamowitych relacji, ludzie mogą czerpać ogromne, niewyobrażalne siły. Ja wręcz zostałam ukształtowana poprzez czerpanie ogromnej siły z kontaktów z bardzo bliskimi mi ludźmi, z dorobku kultury nie koniecznie tej aktualnie modnej i z otaczającego środowiska, z przyrody.

Zaskoczyłam samą siebie

Mam przekonanie, że ludzie żyją pełnią życia nie tylko wtedy, gdy dużo mają, a przede wszystkim wtedy, gdy potrafią budować dobre stosunki z ludźmi im bliskimi, gdy potrafią czerpać z otoczenia i oddawać pozytywną energię oraz ogromne siły.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Dziękuję moim dobrym duchom z internetu!

O CZYTELNIKACH Z REALU, KTÓRZY UWIELBIAJĄ MOJE TEKSTY I MNIE WSPIERAJĄ, TEŻ PAMIĘTAM: DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!

Gdy tak sobie siedzę przed komputerem oraz poprzez teksty idę pod prąd opartej na pogardzie wobec zwykłego człowieka i prawa jedynie słusznej linii politycznej, gdy poprzez swoje działania i postawę domagam się praworządności w kraju, gdzie spora część ludzi jest zdeprawowana, to chyba nie muszę pisać, że są chwile, gdy nie jest łatwo, a nawet bywa bardzo trudno.

Już się przyzwyczaiłam do tego, że dla kilku osób jestem najgorszą pod słońcem kobietą. Trudno, przecież któraś z nas musi taką rolę pełnić. Skoro na mnie trafiło, to niech i tak będzie! Taką opinię propaguje w pierwszej kolejności mój osobisty facet, który ma mnie do tego stopnia dość, że wydaje się, iż beze mnie długo nie jest w stanie wytrzymać, ale ponoć jest to tylko poświęcenie dla innych, bym nikomu innemu nie zatruwała życia. Altruista się znalazł ha, ha, ha. Trochę to skomplikowane i sprzeczne, ale tak już jest i nie ma co się nad tym rozwodzić.

Z oponentami i wrogami, którzy potrafią myśleć i poprawnie rozumować, jakoś sobie radzę. Gorzej jest w kontaktach z tymi, co to ani be, ani me, a wydaje im się, że wiedzą najlepiej i wszystko im wolno, bo są odpowiednio póki co ustosunkowani, choć nie zawsze zdają sobie sprawę, że to widać i czuć.
Z takim kompletnie nie wiem, jak rozmawiać? Żadne argumenty merytoryczne do nich nie trafiają, a w konsekwencji swoich ograniczeń intelektualnych stracili również instynkt samozachowawczy. Boga się nie boją, ludzi się nie wstydzą i sieją wokół siebie spustoszenie.

Nie jest dobrze również w kontaktach z tymi, którzy mnie cenią w sposób szczególny, a nawet kochają i nienawidzą mnie jednocześnie. Jak już pisałam, jestem najgorszą pod słońcem kobietą, jestem nie do ogarnięcia, nie do upilnowania, co bardzo drażni na przykład mojego pana i władcę. W tradycyjnych układach kobieta przecież powinna służyć swojemu panu, a tu nic z tego. Choć nie feministka, to jednak bardzo niezależna, samodzielna i dość często wyraża swoje zdanie, bez owijania w bawełnę, zwyczajnie pyskuje i robi swoje. Przy tak sprzecznych postawach wewnętrznie, emocje są ogromne, a jak powszechnie wiadomo, gdy emocje biorą górę, rozumy tkwią w uśpieniu, porozumiewanie się bywa bardzo trudne, choć oczywiście możliwe. Tym bardziej, że jestem osobą, która nie potrafi się gniewać. Na przykład z mężem wymieniamy szybko poglądy, a po chwili jest już spokój i nikt na nikogo się nie gniewa. Nie ma czegoś takiego jak ciche dni.

Słowa krytyki są oczywiście bardzo potrzebne, wręcz niezbędne, ale pod warunkiem, że uwagi są konstruktywne, służą korekcie zachowań, a nie są przekazywane po to, by drażnić drugiego człowieka, zakłócać mu spokój, niszczyć jego pracę i dorobek.
Mój główny krytyk i oponent, czyli osobisty facet na przykład poprzez ustawiczne wtrącanie się w to, co robię, wytykanie mi błędów spowodował, że bardzo się staram, a efekty mojej pracy na pewno są wyższej jakości, niż gdyby się nie interesował tym, co robię, gdyby mi nie pomagał.

Tak wystawić własną żonę?

Gdy jest burzliwie wkoło, jest dużo emocji i realnych oraz nierealnych wymagań wobec mnie, to miło jest siedząc przy komputerze przeczytać tak od znajomych z realnego życia, jak i od dobrych duchów z internetu, bez dodatkowych wymagań i warunków, że to co piszę i robię w realu jest w porządku, że powinnam dalej się wyznaczonej drogi trzymać. DZIĘKUJĘ!

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Odejdziemy jak urosną?

BRAK SZACUNKU DO LUDZI I PRAWA, SOLIDARNOŚCI, WRAŻLIWOŚCI I ODWAGI CYWILNEJ U ZNACZNEJ CZĘŚCI POLSKICH FUNKCJONARIUSZY PUBLICZNYCH PORAŻA!

W środę 02-04-2014 roku byłam pod Sejmem pośród protestujących opiekunów osób niepełnosprawnych i ich podopiecznych. W moim odczuci największa bezradność i największy żal osoby protestujące wyrażają wobec wręcz kamiennych, pozbawionych jakiegokolwiek czucia i jednocześnie tchórzliwych postaw większości ludzi władzy. Osoby protestujące przed budynkiem Sejmu mają ogromny żal, że w Polsce są równi i równiejsi.

Między innymi w mojej obecności do protestujących podszedł jeden z parlamentarzystów, nie znany szerszemu gronu osób, który poinformował, że jest posłem ugrupowania opozycyjnego, ale na pytanie jak się nazywa i który klub parlamentarny reprezentuje, nie chciał odpowiedzieć. Gdy dziennikarze zaczęli naciskać, by odpowiedział i zaczęli pytać, co sądzi o proteście, zwyczajnie odwrócił się i pośpiesznie udał się w kierunku budynku Sejmu. Jedna z dziennikarek poinformowała, że tego tak nie zostawi, musi ustalić, kto to jest i pobiegła za oddalającym się panem. Mnie na podstawie list posłów, która znajduje się na internetowej stronie Sejmu, gdzie zamieszczone są również zdjęcia posłów, udało się ustalić, kto to był.

Bardzo żałuję, że nie nagrałam incydentu, by mieć dowód na to, co się stało. Jak tchórzliwa jest część polskich parlamentarzystów. Nazwisko tego pana podobnie jak mnie nie powie nic większości osób, choć pan zasiada sobie w Sejmie za nasze pieniądze już trzecią kadencję. A klub parlamentarny który reprezentuje, mniejsza z tym, przecież we wszystkich grupach jest równie bardzo źle. Przecież publiczną tajemnicą jest, że mamy ogromny deficyt polityków, którzy są solidarni, wrażliwi, prawi, działają na rzecz dobra ludzi i kraju.

Wiem, rozumiem, że takie postawy trzeba pokazywać, napiętnować, ale nie jest to cel tego materiału, by napiętnować jednego tchórza, konformistę, bo to co się w Polsce dzieje, jest efektem działań grupowych, wręcz stadnych. Niestety to, że w większości przypadków znamy ich z imienia i nazwiska, wiemy kogo reprezentują, nie powoduje marginalizowania w życiu publicznym tych nieudolnych, egoistycznych cwaniaków, którzy nigdy nie powinny pełnić funkcji publicznych, ponieważ nie mają odpowiednich, niezbędnych kwalifikacji tak merytorycznych jak i moralnych.

Tu chciałam zwrócić uwagę, że w kraju gdzie jest nadmiar przeróżnych funkcjonariuszy publicznych, pośród których ogromna masa to są zwykli bez czucia oraz skrupułów cwaniacy, karierowicze i do tego tchórze jeszcze, część ludzi nie daje sobie rady, bo nie dość że nie prowadzona jest polityka społeczna, to jeszcze mamy przejawy polityki antyspołecznej, a dyskryminacja jest zjawiskiem powszechnym, które już mało komu przeszkadza, które mało kogo razi. Gdy jesteś uczciwy i prawy, choć na szczęście w miarę sprawny i zdrowy, to z reguły ledwo łapiesz koniec z końcem. Strach myśleć jak jest, gdy w rodzinie zadomowi się choroba, inwalidztwo. Bezradność zwykłych obywateli bywa, że popycha ich do desperacji, podejmowania działań o protestach, w tym protestach głodowych prowadzonych przez chorych ludzi.

Jeden ze współorganizatorów protestu pod Sejmem opiekunów osób niepełnosprawnych skierował do mnie dramatyczną prośbę o pomoc jako do osoby bardzo aktywnej w ruchu stowarzyszeniowym ale i jako do blogerki, która rozumie i potrafi pisać. Protestujący nie dość, że na co dzień borykają się z problemami wynikającymi z inwalidztwa, niepełnosprawności osób im bliskich, borykają się z problemami finansowymi, to jeszcze natrafiają na potężny mur obojętności wśród ludzi władzy, lekceważenie ludzi i prawa. Opiekunom osób niepełnosprawnych szczególnie tym, którzy nie mają wsparcia finansowego w swoim najbliższym otoczeni, gdy w rodzinach nie ma osób z przyzwoitymi dochodami, nie pozostało nic innego, jak uzmysłowić problem innym i szukać jego rozwiązania poprzez protest, protest pod Sejmem, w tym głodowy protest.

Niestety tu jest Polska i z przekazywaniem wiadomości, informowaniem ludzi poprzez media jest bardzo różnie. Nie zawsze to co rozpowszechniane jest w mediach, odpowiednie jest do powagi sytuacji i rangi problemu. Dlatego protestujący proszą o przekazywanie istotnych i prawdziwych informacji różnymi sposobami, bardzo liczą na niezależne media, na blogerów.

Myślę, że symbolem powagi sytuacji, braku zainteresowania konkretnym problemem opieki nad osobami niepełnosprawnymi, ale myślę, że i szerszych problemów takich jak brak polityki społecznej, potężna dyskryminacja w różnych dziedzinach życia oraz determinacji opiekunów są napisy umieszczone na młodych drzewkach w miejscu, gdzie odbywa się protest: „Odejdziemy aż urosną”.

Przed Polakami jest do wykonania ogromna praca w sferze publicznej. Trzeba podejmować działania i prowadzić je ustawicznie, aż struktury państwa i samorządów zaczną służyć ludziom. W tym ludziom wobec których powinniśmy wyrażać szczególną solidarność, których życie jest ciągła walką o przetrwanie naznaczoną inwalidztwem bliskich w kraju, gdzie z trudem ledwo sobie radzi masa ludzi zdrowych, gdzie egoizm znacznej części ludzi władzy poraża.

W sprawie opiekunów osób niepełnosprawnych z punktu widzenia prawa sytuacja jest jasna i jednoznaczna. Zawiedli przedstawiciele państwa, poprzez działania władzy ustawodawczej i wykonawczej doszło do naruszenia prawa, co jednoznacznie poprzez orzeczenie potwierdził Trybunał Konstytucyjny. Przez wrażliwych, odpowiedzialnych ludzi błędy jeżeli już do nich doszło, powinny być szybko naprawione. Powinny!

Uważam, że nie powinniśmy godzić się na drwienie sobie z obowiązującego prawa przez przedstawicieli władz Polski, jak ma to miejsce wobec opiekunów osób niepełnosprawnych. W tej szczególnej sprawie wyjątkowo potrzebna jest solidarność społeczna.

Państwo musi być dla obywatela

Nie może tak być, że dopiero po trwającym od kilku dni proteście, w tym głodowym pod polskim parlamentem posłowie łaskawie uchwalają ustawę, poprzez którą dostosowują prawo do wymogów na jakie zwrócił uwagę cztery miesiące wcześniej Trybunał Konstytucyjny. Procedowanie ustawy w Sejmie, to nie jest przecież jeszcze zakończenie procesu legislacyjnego. Od lipca, gdy ludzie władzy bawią się opiekunami osób niepełnosprawnych, oni przecież za coś żyć muszą. Ale co to może obchodzić rządzących Polską? Tu jest przecież dziki kraj, jak powiedział kiedyś były już minister. Tu ludzie władzy są sami dla siebie, na co zwracał uwagę ciągle obecny jeszcze poseł.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe