To był dzień!

OGROMNE WYZWANIE I WYSZŁO CAŁKIEM PRZYZWOICIE

Mam oczywiście na myśli to, co działo się wczoraj w związku z inauguracją Kampanii Edukacji Obywatelskiej i Referendum Obywatelskiego. Jak to wyglądało w praktyce opisaliśmy i pokazali w
Iskrze1.pl. To co się działo relacjonowała wczoraj między innymi Telewizja Publiczna w Panoramie Lubelskiej po godzinie dwudziestej pierwszej.

W tym miejscu chciałam napisać trochę o kulisach wydarzeń, które miały miejsce czasami na oczach ludzi i mediów.


Wiceprezes Stowarzyszenia „Stop Bezprawiu – Lublin” koordynuje akcją referendalną na terenie województwa lubelskiego. Ponieważ ja zgodziłam się na wsparcie go wczoraj w Lublinie, to prezes uznał, że zorganizowaną przez nas grupę może spokojnie zostawić w Lublinie, a sam zajął się organizacją kolejnej grupy, która wczoraj była w Tomaszowie Lubelskim.

Nasz wiceprezes Robert jest człowiekiem bardzo statecznym, rzeczowym i spokojnym. Współpracuje się z nim bez żadnych niespodzianek. Z kolei panowie o tym samym imieniu Jerzy czyli mój mąż i prezes, to się chyba bardzo polubili i sobie coś przeciwko mnie knują, dokazują. Na nich muszę uważać czy jest coś serio czy niekoniecznie. Oni dosłownie uwzięli się na mnie. Ja do tej pory starałam się unikać mediów. Zdarzało się, że zwyczajnie uciekałam przed dziennikarzami. Niby ostatnio była jakaś ustna umowa, że przejmuję część obowiązków w zakresie reprezentowania Stowarzyszenia w mediach, ale to wcale nie jest takie proste dla osoby, która do tej pory żyła sobie gdzieś w cieniu. Prawda jest taka, że ciągle starałam się unikać mediów i obiecywałam, że będzie inaczej.

Już kilka dni temu pisząc materiał tu na stronę czułam, że panowie coś kombinują, szukają na mnie sposobu. Mąż był bardzo ubawiony, prezesa humor też nie opuszczał. W sobotę od prezesa dostałam informację, że zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, gdy on jest niedostępny, to ja w mediach reprezentuje Stowarzyszenie i on oczywiście bardzo liczy na mnie, że nie zawiodę, nie zlekceważę sobie znaczenia promocji naszych inicjatyw, a tak w ogóle to na pewno dam radę, tylko muszę sobie dać szansę.

Wczoraj w miejscu gdzie byliśmy pośród ludzi, gdy pojawili się dziennikarze Panoramy Lubelskiej byłam jedyną osobą, która reprezentuje grupę przed mediami. Gdy zapytali: kto powie kilka słów do kamery, to nie miałam wyjścia, musiałam na ochotnika powiedzieć, że ja. Niech to, pomyślałam sobie, zaczynam mieć parcie na szkło? Straszne!
Ale przecież sama doskonale wiem, że inaczej nie da się popularyzować choćby edukacji obywatelskiej. Muszę przyznać, że bardzo mile uszczypnęło mnie, gdy w Panoramie Lubelskiej usłyszałam czytane przez lektora moje zdanie, hasło Kampanii Edukacji Obywatelskiej SZACUNEK DO LUDZI I PRAWA POWINIEN BYĆ FUNDAMENTEM, NA KTÓRYM BUDOWANE JEST PAŃSTWO.
Westchnęliśmy wspólnie z mężem, że wreszcie przekaz zaczyna trafiać do szerszej grupy ludzi. Jest szansa, że mnóstwo pracy nie pójdzie na marne.

Wczoraj w Lublinie byliśmy bardzo aktywni, wychodziliśmy do ludzi.
Z racji prowadzonej działalności gospodarczej miałam okazję wynieść pewnie kilkadziesiąt tysięcy ulotek, sama nie wiem ile, ale na pewno było to bardzo dużo.
Ale żeby w szpilka biegać z reklamą, to wcześniej tego nie próbowałam. Wchodzę na deptak przy ulicy Krakowskie Przedmieście w Lublinie, jest masa ludzi. Co mi tam, ja w mundurku służbowym i wyjściowych butach zaczynam rozdawać ulotki reklamujące Kampanię Edukacji Obywatelskiej do tego wręczam formularze referendalne. Ludzie z uśmiechem na twarzach biorą kartki papieru, pytają, gdzie zwrócić mają wypełnione formularze. Idzie mi bardzo dobrze. W tym momencie dzwoni mi telefon, sprawdzam kto dzwoni. Prezes, powinnam odebrać. Odebrałam.
– Panie prezesie, nie można przeszkadzać, przerywać w takiej chwili, gdy idzie mi tak dobrze, gdy jestem taka zadowolona, mam niesamowicie entuzjastyczne nastawienie!

Po pewnym czasie wracam do stolika, przy którym wypełniane są karty do głosowania i co widzę? Mój mąż otoczony kilkunastoma osobami, głównie paniami prowadzi dyskusję na temat życia publicznego i demokracji. Z boku stoi dziennikarz z operatorką kamery, tak jakby na coś lub kogoś czekali.
No tak, pomyślałam sobie, kto tu na kogo powinien mieć oko. Do tej pory wersja była taka, że to na mnie trzeba uważać, a tu co ja widzę?

Mąż, gdy mnie zobaczył był bardzo zadowolony i stwierdził, że państwo z kamerą, to na mnie czekają, bo dzisiaj bardzo dobrze mi idzie pełnienie funkcji rzecznika prasowego Stowarzyszenia, dlatego dziennikarze zostali poinformowani, że jak chcą mieć wywiad, to muszą poczekać na mnie. A on pod moją nieobecność musi z obywatelami rozmawiać na tematy poruszane w referendum.

Mam nadzieję, że owocne będą wczorajsze rozmowy z ludźmi, które bardzo często prowadzone były na luzie. Kolejny raz przekonałam się, że rozmawiać, wymieniać poglądy można i trzeba, tylko konieczna jest do tego odpowiednie podejście, dystans do poglądów innych osób, a przede wszystkim do samych siebie.

Ja oczywiście wyszłam wczoraj na osobę, która ma parcie na szkło. Bardzo ciekawe, tyle lat nie miałam, a tu naglę proszę bardzo wywiad za wywiadem. Gwiazda się trafiła, brak słów. Zupełnie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać?
Sprawcy zamieszania, którzy mnie wystawili, są oczywiście bardzo zadowoleni, bo jak twierdzą organizacja musiała wykorzystać swoje atuty, a oni jako członkowie Stowarzyszenia musieli dopilnować, by nie marnował się potencjał tkwiący w grupie.

Barbara Berecka

Ten wpis został opublikowany w kategorii wszystkie, Życie społeczne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.