Tak wystawić własną żonę?

JAK ZWYKLE WYWOŁAŁAM SAMA SIEBIE DO TABLICY

Ostatnio sporo się działo, narobiłam dużo zamieszania nawet jak na mnie. Wzięłam na siebie od strony merytorycznej przygotowanie i przeprowadzenie Dni Świadomości Prawnej. Zgodziłam się wystąpić przed Sejmem w trakcie protestów w Warszawie w części przeznaczonej dla przedstawicieli organizacji pozarządowych.

W Warszawie zanim zdążyliśmy z prezesem cokolwiek powiedzieć do szerszej publiczności, podszedł do nas dziennikarz jednej z telewizji, który widać było, że zanim zaczął z nami rozmawiać przeczytał wizytówki. – Państwo jesteście ze Stowarzyszenia Na Rzecz Praworządności i od was już ktoś brał udział u nas w programie – zapytał rozmówca.

– Tak, osobiście brałam udział w programie, który był nagrywany przed Sądem Najwyższym i wtedy pokazałam swoje prawdziwe oblicze przed kamerami, choć nie tylko i zdaje się, że byłam na tyle skuteczna, że ktoś z twórców programu zapamiętał nazwę Stowarzyszenia.

Zgodziliśmy się na udzielenie wywiadu, umówiliśmy się z dziennikarzem na później i poszliśmy zabrać głos z trybuny. Następnie poszliśmy w umówione miejsce z dziennikarzem. Wywiadu dla telewizji udzielał Piotr Duda, a po nim my, przedstawiciele Stowarzyszenia Na Rzecz Praworządności, chyba nieźle.

Do Lublina wróciliśmy zmoknięci, zmęczeni z butami utytłani w błocie, a następnego dnia mieliśmy zaplanowane przeprowadzenie spotkania z cyklu Dni Świadomości Prawnej w Lublinie na Placu Litewskim.

Z rana zaledwie zdążyliśmy przygotować teren, to znaczy zanim inni członkowie Stowarzyszenia to zrobili, bo ja ponoć pięknie bumelowałam. Ale sami tego chcieli, chciałam przyjść jak wszystko będzie gotowe. Tylko, że dziennikarze potrafią pojawić się wcześniej, a ktoś oprócz prezesa za gwiazdę robić musi! Dziennikarz z Radia Lublin rzeczywiście przyjechał dość wcześnie i w ten sposób uratowana została moja reputacja. Przydałam się, zrobiłam to, co potrafię ponoć najlepiej czyli dostałam okazję, by się wypowiedzieć.

Spotkanie transmitowane było przez telewizję internetową. Słuchajcie, kto ma mikrofon, te ma władzę i ja w sobotę 14 września 2013 roku na Placu litewskim w Lublinie miałam mikrofon, czytaj władzę, którą oczywiście chętnie się dzieliłam.
Były recytowane piękne wiersze, były grane patriotyczne melodie oraz było trochę wystąpień przedstawicieli organizacji pozarządowych.
Udało się nam przeprowadzić wielopokoleniowe spotkanie przy okazji rozmów na temat prawa i odpowiedzialności.

Zaprosiliśmy do wypowiadania się, zadawania pytań wszystkich obecnych. Były bardzo interesujące głosy, a w pewnym momencie ja zostałam nieźle zaskoczona i wystawiona. W trakcie, gdy spotkanie było transmitowane przez telewizję internetową, pewien pan zaczął zadawać mi bardzo trudne pytania. Chyba dałam radę odpowiadając, ale z prowokatorem później na stronie przeprowadziłam poważną rozmowę. W obecności obcych ludzi, podczas transmisji spotkania do sieci, tak z zaskoczenia, żeby żonie zadawać trudne pytania z zakresu prawa?

Ten mój osobisty prowokator widział mnie już w podobnych sytuacjach.
Gdy strajkowali w Protektorze, a my chodziliśmy ich wspierać, gdy ja się tam pojawiałam, natychmiast robił się krąg i rozpoczynała się dyskusja na temat demokracji, państwa, prawa, rządzenia Polską. Wszystko odbywało się bardzo naturalnie i spontanicznie, bo ta pani ponoć o demokracji mówi tak ładnie i przekonująco jak nikt inny. Czyli co? Facet na Placu Litewskim chciał się normalnie pochwalić żoną?

Korzystajmy z naszych konstytucyjnych praw

Dzień wcześniej, gdy wracaliśmy z Warszawy, koledzy zaśmiewali się do łez, gdy opowiadałam jak szukałam czegoś przyjemnego w trudnym dla mnie czasie. Przypadkiem trafiłam na zdjęcia ślubne i z zaręczyn. Ech ten przystojny młody facet i ta zapatrzone w niego dosłownie dziewczyna, która uwieczniona została, jak przewraca oczami. Zresztą jeden ze znajomych widział te fotografie. Po obejrzeniu zdjęć mąż stwierdził, że z przykrością musi to przyznać, ale dzisiaj popełnił by ten sam błąd.
A koledzy mieli nieprawdopodobny ubaw, że się bardzo cieszę, że mąż dalej mnie chce. Ale śmieszne?

Barbara Berecka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura i historia i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.