Dziękuję moim dobrym duchom z internetu!

O CZYTELNIKACH Z REALU, KTÓRZY UWIELBIAJĄ MOJE TEKSTY I MNIE WSPIERAJĄ, TEŻ PAMIĘTAM: DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!

Gdy tak sobie siedzę przed komputerem oraz poprzez teksty idę pod prąd opartej na pogardzie wobec zwykłego człowieka i prawa jedynie słusznej linii politycznej, gdy poprzez swoje działania i postawę domagam się praworządności w kraju, gdzie spora część ludzi jest zdeprawowana, to chyba nie muszę pisać, że są chwile, gdy nie jest łatwo, a nawet bywa bardzo trudno.

Już się przyzwyczaiłam do tego, że dla kilku osób jestem najgorszą pod słońcem kobietą. Trudno, przecież któraś z nas musi taką rolę pełnić. Skoro na mnie trafiło, to niech i tak będzie! Taką opinię propaguje w pierwszej kolejności mój osobisty facet, który ma mnie do tego stopnia dość, że wydaje się, iż beze mnie długo nie jest w stanie wytrzymać, ale ponoć jest to tylko poświęcenie dla innych, bym nikomu innemu nie zatruwała życia. Altruista się znalazł ha, ha, ha. Trochę to skomplikowane i sprzeczne, ale tak już jest i nie ma co się nad tym rozwodzić.

Z oponentami i wrogami, którzy potrafią myśleć i poprawnie rozumować, jakoś sobie radzę. Gorzej jest w kontaktach z tymi, co to ani be, ani me, a wydaje im się, że wiedzą najlepiej i wszystko im wolno, bo są odpowiednio póki co ustosunkowani, choć nie zawsze zdają sobie sprawę, że to widać i czuć.
Z takim kompletnie nie wiem, jak rozmawiać? Żadne argumenty merytoryczne do nich nie trafiają, a w konsekwencji swoich ograniczeń intelektualnych stracili również instynkt samozachowawczy. Boga się nie boją, ludzi się nie wstydzą i sieją wokół siebie spustoszenie.

Nie jest dobrze również w kontaktach z tymi, którzy mnie cenią w sposób szczególny, a nawet kochają i nienawidzą mnie jednocześnie. Jak już pisałam, jestem najgorszą pod słońcem kobietą, jestem nie do ogarnięcia, nie do upilnowania, co bardzo drażni na przykład mojego pana i władcę. W tradycyjnych układach kobieta przecież powinna służyć swojemu panu, a tu nic z tego. Choć nie feministka, to jednak bardzo niezależna, samodzielna i dość często wyraża swoje zdanie, bez owijania w bawełnę, zwyczajnie pyskuje i robi swoje. Przy tak sprzecznych postawach wewnętrznie, emocje są ogromne, a jak powszechnie wiadomo, gdy emocje biorą górę, rozumy tkwią w uśpieniu, porozumiewanie się bywa bardzo trudne, choć oczywiście możliwe. Tym bardziej, że jestem osobą, która nie potrafi się gniewać. Na przykład z mężem wymieniamy szybko poglądy, a po chwili jest już spokój i nikt na nikogo się nie gniewa. Nie ma czegoś takiego jak ciche dni.

Słowa krytyki są oczywiście bardzo potrzebne, wręcz niezbędne, ale pod warunkiem, że uwagi są konstruktywne, służą korekcie zachowań, a nie są przekazywane po to, by drażnić drugiego człowieka, zakłócać mu spokój, niszczyć jego pracę i dorobek.
Mój główny krytyk i oponent, czyli osobisty facet na przykład poprzez ustawiczne wtrącanie się w to, co robię, wytykanie mi błędów spowodował, że bardzo się staram, a efekty mojej pracy na pewno są wyższej jakości, niż gdyby się nie interesował tym, co robię, gdyby mi nie pomagał.

Tak wystawić własną żonę?

Gdy jest burzliwie wkoło, jest dużo emocji i realnych oraz nierealnych wymagań wobec mnie, to miło jest siedząc przy komputerze przeczytać tak od znajomych z realnego życia, jak i od dobrych duchów z internetu, bez dodatkowych wymagań i warunków, że to co piszę i robię w realu jest w porządku, że powinnam dalej się wyznaczonej drogi trzymać. DZIĘKUJĘ!

Barbara Berecka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.