Żmija, diablica, manipulatorka czyli najgorsza kobieta pod słońcem!

KARIEROWICZKA I GWIAZDA SIĘ UJAWNIŁA – WIEDZCIE TO JEDNAK TYLKO DLA SIEBIE, NIKOMU TEGO NIE MÓWCIE!

Jak zaczęłam w sieci słownie dokazywać, przemycając przy okazji treści bardzo polityczne, ponoć nie tracąc przy tym profesjonalizmu, a pisałam wtedy tylko pod pseudonimem, to internauci pisali mi, bym wyszła z cienia, a będzie się działo!

Łatwo powiedzieć lub napisać, by wyjść z cienia. Ja nie byłam przygotowana na wychodzenie z cienia, nie miałam do tego wystarczająco dużo odwagi i nie chciałam budować swojej siły na tym, co w sieci zrobiłam pod pseudonimem.

Gdy sugestie powtarzały się, postanowiłam zaryzykować i w zasadzie od początku rozpocząć obecność w sieci. Tym razem podpisując teksty prawdziwymi danymi. Postanowiłam docierać do czytelników poprzez kolejne materiały podpisywane imieniem i nazwiskiem, które publikowane były dość systematycznie. Na początku oczywiście nie było łatwo. Czytelników mi jednak systematycznie przybywało.

Po pewnym czasie zaczęłam pracować w ruchu stowarzyszeniowym, gdzie nie tylko poprzez teksty mogłam
dać się poznać szerszemu gronu ludzi. Czyli zaczęłam wychodzić z cienia. Miałam okazję prezentować poglądy grupy i swoje między innymi w mediach oraz na spotkaniach przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Po kilku miesiącach pracy w stowarzyszeniu zwykłym, stworzyliśmy stowarzyszenie, które następnie zarejestrowaliśmy w KRS, w którym zostałam wiceprezesem zarządu. Mam przekonanie, że w części grupy i w jakiejś części ruchu stowarzyszeniowego, zyskałam spore zaufanie i sporo sympatii. Oponentów mojej postawy i działalności oczywiście również nie brakuje.
Najgorzej jest z tymi, którym bardzo nie odpowiada moja samodzielność, a beze mnie jest jeszcze gorzej niż ze mną.

Niestety do grup autentycznie obywatelskich przychodzą nie tylko ludzie zainteresowani aktywizacją obywateli w życiu publicznym. Przychodzą również tacy, którzy mają za zadanie siać destrukcję. Nie będę się w tym miejscu nawet rozwodziła w jakim celu. Tak po prostu jest jak Polska długa i szeroka. W każdym stowarzyszeniu, gdzie praca zaczyna iść, zaczynają jednocześnie dziać się dziwne rzeczy, które oczywiście w najlepszym wypadku hamują pracę grupy.

Gdyby to tylko ode mnie zależało, to szukałabym porozumienia. Uważam, że ludzie powinni ze sobą rozmawiać i usuwać przeszkody, które napotykają. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Mój mąż ciągle nie może sobie darować, że poprzez złość i śmieszne dąsy oraz pląsy doszło do praktycznie zatrzymania pracy statutowej grupy, którą stworzyliśmy i sformalizowaliśmy. Kobieta rzeczywiście jest najgorsza pod słońcem, ale trzeba z tym nauczyć się żyć, bo jednocześnie ta żmija, diablica, manipulatorka i wszystko co najgorsze, gwarantuje swoją osobą ustawiczne podejmowanie wyzwań, co przyczynia się do profesjonalizacji działań i do rozwoju.

Ta historia z zamieszaniem w stowarzyszeniu pomogła mi zrozumieć, dlaczego niezależnie od różnych zawirowań, jestem od lat ciągle z tym samym facetem. Bo nam zależy, by być razem, a jak pojawiają się trudności i nieporozumienia, to ze sobą rozmawiamy bez dąsów i pląsów, o słownym obrzucaniu się inwektywami nawet nie może być mowy. W tym miejscu przypominają mi się
słowa amerykańskiego szkoleniowca, który pisał, że prywatne zwycięstwa poprzedzają publiczne zwycięstwa. Natomiast niepowodzenia prywatne poprzedzają klęski publiczne.

Gdyby praca w naszej grupie szła jak należy, nie przyjęła bym żadnej z propozycji do zapisania się do innego stowarzyszenia, które do mnie spływały. Uważam, że przynależność do różnych grup, które mają zbliżone cele działalności, nie ma większego sensu, a nawet takie stanie w rozkroku jest szkodliwe.

Pewien pan w stowarzyszeniu w którym pracowałam, wpadł na genialny pomysł, dzisiaj wiem, że był normalnie wizjonerem i stwierdził, a powtarzał to kilkakrotnie, że ja oczywiście będę wiceprezesem, ale powinnam trochę popracować jako zwykły członek, by oczywiście pokazać, co potrafię.

– Dlaczego znajomy był wizjonerem? Chcąc dalej faktycznie pracować w ruchu stowarzyszeniowym, bronić swoich praw poprzez stowarzyszenie przyjęłam propozycję zapisania się do jednej z grup. Popracowałam kilka miesięcy jako szeregowy członek i znowu zaczął się cyrk. Tym razem nie byłam w centrum wydarzeń, a nawet na początku nie opowiedziałam się po żadnej ze stron.

Gdy zrobiło się bardzo gorąco, każdy z członków stowarzyszenia musiał dokonać wyboru pozostania w grupie lub odejścia z niej. Nie jestem zwolenniczką obrażania się, bo stowarzyszenia nie są piaskownicami w których bawiące się w nich dzieci, gdy się pokłócą, zabierają swoje zabawki i każdy idzie w swoją stronę. W ten sposób nigdy nie da się nic zbudować. Gdy pojawiają się problemy i nieporozumienia trzeba rozmawiać, szukać kompromisów.

Komisja rewizyjna zażądała zwołania walnego zebrania, odwołania zarządu stowarzyszenia i wybrania nowego. Na spotkanie pojechałam pełna obaw. Organizatorom udało się przekonać do udziału w spotkaniu wystarczającą ilość osób do podejmowania decyzji.

Ja w sprawie wyszłam na karierowiczkę, ale przynajmniej nikomu tego nie powtarzajcie. Szeregowi członkowie stowarzyszenia zaproponowali, bym weszła w skład nowego zarządu.
Zgodziłam się, ponieważ bardzo zależy mi na wzmocnieniu pracy na rzecz praworządności, a sprawa jest na tyle ważna, by ją wyeksponować, zostałam wybrana na wiceprzewodniczącą zarządu sporej wielkości stowarzyszenia, które ma swoją siedzibę w Warszawie.

Kilka dni temu wiceprzewodniczący zarządu odpowiedzialny za sprawy polityczne, za wybory, dyskretnie zasugerował mi, że chyba powinnam skończyć uchylanie się od startu w wyborach samorządowych, bo jako wiceprzewodnicząca zarządu powinnam podjąć wyzwanie i wystartować w wyborach.

Polityka jest obrzydliwa. Strach jest myśleć, ile trzeba dokonać zmian, by struktury samorządowe i struktury władzy zaczęły służyć milionom obecnie udręczonych, nadmiernie eksploatowanych, osiągających niskie dochody Polaków. Ale niestety mało kto tak realnie patrzy na polskie życie publiczne. Zbyt wielu startujących zapewne nie zdaje sobie sprawy, czego się chcą podjąć? Jak ogromnie trudne zadania do wykonania przed tymi, którzy zostaną wybrani, chyba, że ponownie wyborców zwyczajnie oleją i bodaj przez chwilę pożyją sobie dobrze jak ich poprzednicy.

Wyzwanie, wyzwaniem. A to, że żmija, diablica, manipulatorka czyli najgorsza kobieta pod słońcem i do tego karierowiczka, to jest zupełnie inna sprawa. Tak ludzie rozumują, tak czują, to pewnie tak jest, a na pewno niektórym się tak wydaje, że tak jest, a ja muszę nauczyć się z tym żyć.

Słuchajcie, im więcej tkwię w sferze publicznej, bardziej wychodzę z cienia, tym coraz mniej przejmuję się złośliwościami, które mogą być przeróżne, które niestety bywają reakcjami na sukcesy innych. Czy można przejmować się wyssanymi z palca opowieściami, które nie mają nic wspólnego z faktami, a przedstawiane są jak prawdy objawione?

Tak wystawić własną żonę

Za mną nigdy nie było świętego spokoju. Zawsze musi się coś dziać. Nawet trudno się dziwić innym ludziom, że w sferze publicznej nie koniecznie nadążają za mną. Bardzo często zaskakuję samą siebie, bo zanim zaczęłam wychodzić z cienia, uczyłam się bardzo dużo, sporo pisałam w sieci, a teraz to wszystko procentuje nawet ku mojemu zaskoczeniu.

Barbara Berecka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.