Te co najmniej dziwne maile, które robia furorę

ORAZ CI, KTÓRYM BARDZO, ALE TO BARDZO BRAKUJE TYCH MAILI!

Miałam dzisiaj straszny dzień! Spędziłam go w sądach, przy czytaniu akt. Ale właśnie pisząc te słowa, dostałam łapówkę, by wreszcie mi się poprawił humor, a dzieci tak z całego serca i bardzo szczerze życzyły mi nowego samochodu oraz całkiem na poważnie pytały, jaki bym chciała sobie kupić?

Młodzież jest całkiem szczera, bo bym nie miała problemu, są gotowi, zabrać mojego grata. Jeżeli chodzi o łapówkę, to jest to świeżutki budyń, który ugotował mi mój osobisty facet, któremu ciągle odmawiam wysyłania maili. A w sprawie humoru, to nie jestem pewna czy nie ma jakiegoś podtekstu. Jak myślicie? Facet potrafi być bezinteresowny? Ja w każdym razie mam ogromne wątpliwości.

Jak strasznie nisko upadło nasze państwo poprzez wyczyny znacznej części funkcjonariuszy publicznych, to już chyba niewiele da się bardziej. Wymiar sprawiedliwości, jaki wymiar sprawiedliwości? To jest wymiar ogromnej niesprawiedliwości.

Zachodzę do sądu. Proszę o akta i słyszę, że sprawa jest zakończona, a tak w ogóle to sprawa nie dotyczy mnie, to akt do wglądu nie dostanę, poinformował mnie grzecznie pracownik.

Przekazuję panu cierpliwie kolejne informacje, by osoby dysponujące aktami sprawdziły w aktach pewne informacje i by wtedy dopiero została podjęta decyzja o udostępnieniu mi akt. Pan wykonuje telefon i otrzymuje od razu odpowiedź, bez sprawdzania czegokolwiek przez rozmówcę po drugiej stronie, że akta za chwilę będą dostępne, bo panie bez sprawdzania pamiętają, że pani jest osobą upoważnioną.

Słuchajcie, po przyniesieniu przez pracownicę dokumentów, opadła mi szczęka. W sprawie z zakresu ubezpieczeń społecznych pięć opasłych tomów akt. Jakich czynności i ile trzeba wykonać, jakie i ile dowodów powołać, by ustalić, czy dana osoba powinna podlegać ubezpieczeniu, czy nie?

To jest jakaś totalna manipulacja, totalne mataczenie, pomyślałam sobie. Ileż trzeba było zgromadzić papierów, by w tym ogromnym stosie zginęły istotne fakty i dowody?

Tym razem pani sędzia poszła na całość! Jak mataczyć to konkretnie i hurtowo, bo na mnie, mojego męża i dwa stowarzyszenia, które nas wspierają, nie ma inaczej siły. Potrzeba papierów coraz więcej i więcej. Konieczne są również zagrywki proceduralne. ZUS i KRUS mogą przemieszczać się w czasie wbrew prawu po kilkanaście lat, a nas z każdego dnia rozliczą.

Jak Wam się na przykład podoba, że minął nam termin 02 maja, gdy nie było dostępu do akt oraz możliwości złożenia pisma w sądzie, a sędziowie korzystali z długiego weekendu, podczas gdy ja pocałowałam klamkę w sądzie, gdy chciałam sprawdzić, co się ze sprawą dzieje.

„Elita” polskiego Narodu, ma prawo do dnia wolnego za dzień ustawowo wolny od pracy, podczas gdy tacy zwykli ludzie jak my, powinniśmy cieszyć się, że robią nam łaskę, pozwalają na siebie pracować wybrańcy Narodu, robiąc z nas kompletnie bezrozumne istoty.

Drugiego maja to zresztą nie był pierwszy raz, gdy sprawa dla nas była tajna, łamana przez poufne, gdy nie było akt w sądzie, bo pani sędzia wzięła je sobie do domu. Tak nam na piśmie odpowiedział prezes sądu. No cóż, do czytania akt sądowych mają prawo matki, żony i kochanki, kochankowie oraz mężowie też, a jak są dzieci, to też niech czytają. Niech czyta, kto tylko chce, byle nie zainteresowani. Jaki wymiar sprawiedliwości, takie korzystanie z akt sądowych.

Bywam w sądach pracy i ubezpieczeń społecznych. Widuję ilość akt, które leżą na sędziowskich stołach, dotyczących kilku spraw, które są danego dnia rozpatrywane przez sąd. To tak na oko, tym co się przede mną pojawiło, można by obdzielić kilka spraw.

Moja ocena okazała się bardzo trafna. Do sprawy dołączone zostały akta z czterech innych spraw. Po co, będziemy ustalać, bo dwie sprawy, nie dotyczą odwołującego się.
Pani sędzia w totalnym poczuciu bezkarności dokonała hurtowego mataczenia sprawą. Co się będzie rozdrabniać pojedynczymi bez znaczenia kartkami papieru. Dołączyła całe tomy akt nie związane ze sprawą. Tak, że ilość akt nawet na mnie zrobiła wrażenie, choć niejedno już w sądach widziałam.

A może do czegoś takiego trzeba się przyzwyczaić? Standardem w polskich sądach jest, że dołącza się do spraw akta spraw matek, żon i kochanek. Jeżeli na sprawę tak spojrzymy, to wszystko jest w największym porządku. Ja jako kochanka i żona w jednej osobie, to trzeba było dołączyć akta z dwóch moich spraw do sprawy mojego męża.

Choć sędzia w sumie i tak się ograniczyła, bo w sprawie występowałam jeszcze jako wiceprezes Stowarzyszenia, a w sądzie by przecież wyszperała jeszcze jakieś akta z moich spraw pod kolejną moją rolę, a i sąd odwoławczy mógł jeszcze coś dorzucić od siebie, gdy zostałam wiceprzewodniczącą w zarządzie w drugim Stowarzyszeniu występującym w sprawie. Przecież od 10 lat walczymy o swoje prawa, to się tego trochę nazbierało. A jednak sędziowie się bardzo ograniczali. Mogli przecież dołączyć do każdej z ról co najmniej jedne akta kompletnie nie związane ze sprawą, a dołączyli tylko dwa tomy. Łaskawcy.

Tylko co to wszystko ma wspólnego z mailami? Ma i to bardzo dużo. Nie dała bym rady, gdybym nie potrafiła o tych bardzo trudnych sprawach pisać w taki bardzo specyficzny sposób.

Jak w ramach grup obywatelskich mailowo omawiamy pewne sprawy, to też się dzieje. Mężowi to nie chcę wysyłać maili, ale za to mam całkiem sporą grupkę współpracowników w ogromnej większości panów, którym potrafię wyjaśniać pewne sprawy w co najmniej dziwny sposób.

Usiłują rozwalić stowarzyszenia poprzez skłócanie ludzi na potęgę. Ja rozumiem, że można powiedzieć sobie kilka słów, zrobić coś nie tak, ale musi po chwili przyjść opamiętanie. Trzeba rozmawiać i ustalać zasady współpracy.

Niestety, ci którzy szczują, puki co wygrywają. Zagłuszani jesteśmy przez specjalistów od podgrzewania konfliktów. Jak zaczyna iść praca. Ja mam okazję popchnąć kilka spraw i podokazywać sobie w mailach, rozmawiając o często bardzo ważnych, ludzkich sprawach, a część moich współpracowników polubiło mój sposób pisania, co tam polubiło, stali się wielbicielami moich wypocin, maile nawet robią furorę, to ktoś z kimś się pokłóci, a kontakty słabną.

Ostatnio były kolejne awantury w znaczących stowarzyszeniach. Znowu część moich współpracowników znalazła się po innej stronie niż ja, choć w sumie myśmy się nie kłócili. Koledzy tak nieśmiało, zaczynają do mnie pisać, bo chyba brakuje im moich maili.

Zasoby są nieograniczone

Szkoda czasu na kolejne kłótnie i podziały. Trzeba zabrać się wspólnie do pracy, by skończyć między innymi z przestępczą działalnością sędziów, która objawia się między innymi poprzez fałszowanie akt, mataczenie sprawami. Te karygodne postawy przecież wyniszczają ludzi i kraj, co powinno być przerwane wspólnymi siłami tu teraz.

Barbara Berecka,

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura i historia, Ludzie, Życie społeczne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.