Państwo musi być dla obywatela

Nie mam pojęcia, co się musi jeszcze wydarzyć, aby polska klasa polityczna zaczęła zajmować miejsca jej należne, czyli osób, które służą ludziom.

Wypadek samolotu z prezydentem na pokładzie, powóź i inne żywioły, które dają o sobie znać wyjątkowo często w ostatnim okresie czasu. Tysiące ofiar na polskich drogach, które są szczególnie niebezpieczne, znacznie bardziej niebezpieczne niż w innych krajach UE. Jakoś nic nie jest w stanie przełamać obojętności polskiej klasy politycznej. Dramat w łódzkiej siedzibie PiS obawiam się, że również nie spowoduje jakiegoś przełamania w sposobie postrzegania państwa i roli w państwie różnego rodzaju funkcjonariuszy zarówno rządowych, jak i samorządowych.

Dramat, który wydarzył się kilka dni temu na drodze, gdzie zginęło 18 osób powinien dać wiele do myślenia. Do wiadomości opinii publicznej dotarło, że w Polsce są rejony, gdzie są ludzie zdesperowani, którzy nie mają dostępu do przyzwoicie płatnej pracy, dojeżdżają do pracy w mocno przeładowanych busach, ryzykują zdrowiem i życiem, by jakoś żyć, płacić rachunki, ogrzać mieszkania.

Państwo musi być dla obywatela. w pierwszej kolejności powinny być zaspakajane potrzeby mieszkańców, społeczności lokalnych. Przedstawiciele samorządów, władz centralnych nie mogą mieć przesadnie wysokich dochodów, jak obecnie. Władze muszą zacząć dbać o infrastrukturę, tworzyć korzystne warunki do rozwoju przedsiębiorczości.

Ktoś powie, że przecież dbają. Ja zapraszam na teren choćby powiatu lubelskiego. Zobaczcie jakimi drogami my jeździmy.
Sprawdziłam, wójt gminy na terenie której mieszkam, zarabia 9700 zł, droga gminna, którą dojeżdżamy do naszej posesji, którą przemieszczają się mieszkańcy okolicznych wsi, była kiedyś utwardzana jakimś tłuczniem, gmina płaciła za materiał, my organizowaliśmy się, chłopi swoimi ciągnikami wozili materiał . Obecnie, tam gdzie mieszkańcy nie pozasypywali dołów własnym materiałem, to jest dosłownie dół na dole.

Gdyby radni myśleli w kategoriach dobra wspólnego, to nie ustalili by tak wysokiego wynagrodzenia dla wójta,
3000 zł zupełnie by wystarczyło. Za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze, można by załatać wiele dziur w drogach.

Dzisiaj portal ” HOTMONEY”  w materiale ” W Polsce liczą się tylko układy, powiązania i znajomości”  poinformował, że ” Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że trzy czwarte samorządów źle przeprowadza nabory urzędników. Ustalenia wskazują, że większość robi to celowo – świadomie majstruje przy procedurach konkursowych i manipuluje wynikami – tak, by stanowiska dostawali ” sami swoi” – twierdzi NIK ”. Niby nic nowego, od lat powszechnie wiadomo że w samorządach zatrudnia się swoich. Tylko widzicie te dane porażają, są one uzyskane przez NIK, powinny być z nich wyciągnięte wnioski. Nie jest tak, że wydaje się coś, jakiemuś zwykłemu obywatelami. To dane zdobyte przez instytucję uprawnioną do kontroli alarmuje, że sytuacja nie jest dopuszczalna. Jest wręcz karygodna. Samorządy w większości stały się jakimiś prywatnymi folwarkami, utrzymywanymi z naszych podatków.

Nie bardzo wiem, co dalej.
Teoretycznie niezbędne są nowe uregulowania prawne. Zobaczcie, w takim stanie rzeczy, np. kadencyjność wójtów, burmistrzów ma ogromny sens. Z wolności trzeba umieć korzystać. Ostatnie lata pokazały, że rady nie potrafią korzystać z wolności. Potrzebne są odgórne uregulowania ograniczające wysokość pensji samorządowców, wysokość diet radnych. Radni powinni pracować społecznie, należny  jest im jedynie zwrot kosztów dojazdów i jakaś symboliczna dieta, za czas poświęcony na wspólne sprawy. Przecież nikt nie zmusza do pracy w samorządzie. Jeżeli kogoś nie stać, niech nie startuje w wyborach.

BB

Ten wpis został opublikowany w kategorii wszystkie, Życie społeczne i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Państwo musi być dla obywatela

  1. folt37 pisze:

    @iskra
    „uregulowania prawne pomogłyby odsunąć znaczną cześć osób z samorządu, które w nich pozostają już zbyt długo” – taki postulat proponujesz. W świetle ustawy o samorządzie gminnym nie jestem przekonany o konieczności rozszerzenia tego prawa, bo przecież:
    *art.7 – wyczerpuje potrzeby mieszkańców do normalnej egzystencji,
    *art.11 – pkt 1 oddaje decyzyjność w rostrzygnięciach mieszkańcom gminy !!!
    *art.11b – gwarantuje pełną jawność działania organów gminy – prawo obywateli do uzyskania informacji, wstępu na sesję i posiedzenia komisji,
    *art.18a – ustanawia reprezentacje mieszkańców – rada gminy kontroluje wójta i jednostki organizacyjne gminy.
    Już ta próbka władczych kompetencji mieszkańców gminy daje obraz dużej ich władzy, w zupełności wystarczającej do skutecznego nadzoru nad organami gminy, aż do ich usunięcia (referendum) w przypadku uzasadnionych zarzutów o łamanie prawa, lub nie realizowanie nałożonych (przez mieszkańców) zadań.
    Nie wydaje mi również celowość ograniczanie kadencji organów gminy jeżeli są one dobrymi gospodarzami i sprawują się bez zarzutu. Jeżeli zaś są zarzuty, to istnieją ustawowe instrumenty do ich odwołania.
    Natomiast jestem za odpolitycznieniem samorządów w procesie wyborczym w taki sposób, aby nie mogły ustanawiać list wyborczych partie polityczne. Wystarczy, że to robią w wyborach parlamentarnych.
    Mówiąc krótko. W gminach potrzebne są środowiska (osobowości) zaangażowane w ciągłym „monitorowaniu” pracy zarządów i inicjowaniu w razie potrzeby obywatelskich akcji dyscyplinujących władze gminy.
    Przyznaję, że to jest najtrudniejszy problem, o którym wspomina NIKT, bo brakuje w narodzie ducha obywatelskości. Czyli twórzmy ośrodki budzenia tego ducha. Może jedyną do tego drogą jest „wytykanie” mieszkańcom gmin ich wygodnictwa i wskazywania, że bałagan w gminie, to tak naprawdę ich wina. Tak myślę.
    Pozdrawiam.

  2. nikt pisze:

    Ano właśnie. Zgadzam się z Tobą folt24, tylko to nie jest takie proste. Wpływ mieszkańców na radnych jest niewielki bo strach ma wielkie oczy. Kto chciałby im się narazić. Zaangażowanie ,uczestniczenie w życiu publicznym to jedno ,a kartka wrzucona anonimowo do urny to co innego. My musimy wiedzieć na co mamy wpływ.
    Rady gmin nie spowiadają się z niczego, nie mówią o swoich planach nie zasięgają opinii. Oni wiedzą lepiej.
    To nie jest samorząd. Ludzie w życiu gminy żyją tylko co 4 lata. Faktem jest, że od czasu do czasu daje się ludzi zorganizować, aby wyciąć nabrzmiały wrzód, ale to za mało aby powiedzieć że się sami rządzimy.
    Kilka kadencji wstecz Wójtem gminy był człowiek który wiedział co to jest demokracja. Obrywał na zebraniach za nie swoje winy także. Choć był odważny i otwarty przegrał. Zaangażowany radny – kosztem życia rodzinnego – w budowę gazociągu, linii telefonicznej i wodociągów przegrał razem z nim. Przykro było patrzeć na wyniki wyborów.
    Skąd ludzie mają wiedzieć co to jest demokracja. Każdy z nas jakoś to rozumie po swojemu ale czy to jest demokracja gdy nie uczestniczymy między wyborami w życiu publicznym?

  3. iskra pisze:

    Masz zupełną rację. Tylko, że teoretycznie rzecz ujmując władze centralne, w tym parlament, powinny wspierać krzewienie edukacji obywatelskiej, przecież przed laty, ci sami ludzie walczyli o demokrację. Co mieli dobre intencje, a wyszło, jak zawsze?
    Ja wczoraj spieszyłam się i nie zdążyłam napisać, że nasza droga otoczona jest drzewami, zaroślami, które niszczą samochody. Jak bardzo uśmialiśmy się, gdy w drodze powrotnej do domu zobaczyliśmy rozpoczęte prace, przy wycinani przydrożnych zarośli. Od lat przed wyborami samorządowymi, przy naszej drodze odbywają się prace, taka lokalna kiełbasa wyborcza.
    Uważam, że takim bardzo dużym problemem w Polsce jest przełamanie bierności. To wszystko o czym piszesz, możliwe jest w dojrzałych, demokratycznych społeczeństwach, w Polsce potrzebne jest trochę sterowanie ręczne, ponieważ dużo złego w świadomości ludzi stało się w ostatnich latach.
    Chyba nie widziałeś, jak władze potrafią napuszczać ludzi, na tych aktywnych, burzących im święty spokój? Trzeba niewątpliwie powtarzać, przypominać o obowiązkach, ale i prawach zwykłych obywateli. Uregulowania prawne pomogłyby odsunąć znaczną część osób z samorządów, które w nich pozostają już zbyt długo.

  4. folt37 pisze:

    Zaskakuje mnie ton tego wpisu, bo nie pasuje mi do prezentowanej przez Ciebie idei wychowania obywatelskiego. Sama piszesz, że wójtowi znanej Ci gminy radni przyznali uposażenie, które nie jest adekwatne do sytuacji ekonomicznej gminy. Czy owi radni, przecież z wyboru mieszkańców gminy o tym co piszesz nie wiedzą? Skoro zaś wiedzą a postępują wbrew interesowi ogółu, to czemuż ich mieszkańcy nie odwołują? Podejrzewam, że nie czują się odpowiedzialni za gminę i za swoje wybory, dające mandat znajomym i sąsiadom do rządzenia gminą, bez dalszej, obywatelskiej (właśnie) odpowiedzialności za swoje wybory. Prawdopodobnie uważają, że nie mogą robić przykrości swoim mandatariuszom.
    Oczekiwanie, że owi radni i urzędnicy gminni samokrytycznie zrezygnują ze swoich synekur jest (wybacz) naiwne. Ruch obywatelski musi być inicjatorem właściwego kształtowania władz gminnych i bezwzględnym egzekutorem obowiązku właściwego (odpowiedzialnego) sprawowania samorządowej władzy. Zerkanie, że państwo spełni ten obowiązek za nich jest właśnie oznaką braku obywatelskości tego miejscowego społeczeństwa. I to jest podstawowy powód do nieustającej edukacji obywatelskiej ludzi, głównie w gminach i środowiskach samorządowych. Jeżeli nawyk obywatelskiego myślenia wpoimy w tych środowiskach, to rozrośnie się on (nawyk) na sejmiki i na kraj. Wyzwolić ludzi z przyzwyczajenia „dawania ryby” w zamian za wręczenie im sprzętu do łapanie tych ryb, to główny cel idei obywatelskiego edukowania. Tak uważam.
    Pozdrawiam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.