Nie warto być cwańszym od innych

W DŁUŻSZEJ PERSPEKTYWIE CZASU OPŁACA SIĘ BYĆ CZŁOWIEKIEM

Pieniądze i sława przemijają. Nie jest tak, że zawsze jest tylko dobrze. Niezależnie od tego jak bardzo się staramy, bywa, że jest źle i już. Czyli samo życie, które przeplatane jest powodzeniami, chwilami radości oraz szczęścia i niepowodzeniami, momentami bardzo trudnymi, gdy czego się nie dotkniemy, to idzie nie tak jak oczekiwaliśmy, dosłownie wali się.

Człowiek, gdy potrafi podejść z odpowiednim dystansem do siebie, innych ludzi i otaczającego go świata, to szybko zda sobie sprawę, że do życia by być zadowolonym i szczęśliwym nie potrzeba wcale sławy, ogromnych ilości pieniędzy i niezliczonej ilości dóbr materialnych, które wcale szczęścia nie dają, nie powodują udanego, spełnionego życia.

Dlatego nie warto być cwańszym od innych wspinając się po szczeblach kariery czy zdobywając pieniądze, dobra materialne.

Często niestety jest tak, że ludzie nie potrafią cieszyć się tym, co mają, co osiągnęli. W pewnym momencie jak w czarną dziurę wpadają, nie zauważając tego, w obłąkańczą pogoń za tym, by być ciągle na topie, by mieć coraz więcej i więcej. Taki obłąkańczy, chocholi taniec powoduje, że ludzie nie żyją, tylko ciągle za czymś pędzą, gonią, starając się być cwańszymi od innych.

Tylko czy warto? Czy nie lepiej zliczyć aktywa jakie mamy i walczyć jedynie o to co niezbędne, konieczne?

Wiem, rozumiem, że nasze życie bardzo często w ostatnich latach jest zdeterminowane przez absurdalne struktury władzy i ludzi w nich pracujących, którzy potrafią praktycznie zdemolować wszystko.

Tyko widzicie, domagając się swoich praw, zmniejszenia ingerencji tych co wiedzą lepiej na nasze życie, też nie powinniśmy próbować być cwańsi od innych. Można brać, ale tylko tyle ile inni mogą nam dać. Trzeba szanować i respektować zastane pozytywne układy i emocje, które bywają wartościami samymi w sobie dla pewnych osób. Trzeba umieć się cieszyć tym, co człowiek dostaje w każdej sferze, na każdym odcinku życia.

Na tych, co za marne grosze szkodzą zwykłym ludziom i rozbijają od środka grupy obywatelskie, których ciągle sporo funkcjonuje w Polsce, brakuje mi normalnie słów. Mali, interesowni ludzie, intryganci, zwykłe gnojki chronione przez sobie podobnych, które w swoją niszczącą grę wciągają innych, byle tylko Polakom nie pozwolić się faktycznie, oddolnie zorganizować, by wspólnie wywierać presję, by struktury państwa polskiego służyły ludziom, a nie dość często są przeciwko człowiekowi, polskim rodzinom i firmom.

Korzystajmy z naszych konstytucyjnych praw

Trzeba żyć, cieszyć się życiem, zabiegać o to co naprawdę ważne, brać to co można nie szkodząc innym, a nie próbować, być cwańszym od innych, siejąc wokół siebie zniszczenie i spustoszenie w zamian za wątpliwej wartości korzyści.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Zasoby są nieograniczone

DOBRO i ZŁO WRACAJĄ DO OSÓB, KTÓRE JE CZYNIĄ

Są ludzie, którzy uwielbiają poklask, choćby był bardzo szkodliwy i niszczący. Są też tacy, którzy zachowują się tak, jakby powodzenie innych im w czymś przeszkadzało, jakby im coś odbierało, choć faktycznie niczego im nie zabiera.

Można tkwić w mentalności niedoboru i zachowywać się tak, jakby zasoby były ograniczone. Można być nieprzyjemnym i uciążliwym, wręcz toksycznym dla innych. Tylko nie bardzo wiem, po co tak postępować? Dręczyć siebie tym, że to innym się udaje i użalać się ciągle nad swoimi niepowodzeniami, które prowokujemy często sami przez nieodpowiednie do sytuacji i potrzeb działania.

Ludzie, którzy tkwią w mentalności dostatku, może nie zawsze zdają sobie z tego sprawę, ale intuicyjnie wyczuwają, że zasoby są nieograniczone, a ludzkie możliwości w zasadzie nie mają granic. Wyznaczamy sobie je z reguły sami. Wyznaczają je często nasze słabości. Ostatnio znajoma powiedziała: najtrudniej jest pokonać swoje słabości, pokonać samego siebie.

O wiele łatwiej jest żyć, gdy człowiek pracuje nad sobą, bardzo się stara i jednocześnie wspomaga innych, nie jest zawistny i zazdrosny o dokonania oraz sukcesy innych. Gdy się bardzo staramy, dużo pracujemy, jesteśmy życzliwi dla innych, wcześniej czy później nam również się udaje wiele osiągnąć.

Moja praca polega na spotykaniu się i rozmawianiu z ludźmi. W wolnych chwilach uwielbiam zaszywać się gdzieś na swoim odludziu. Czyli ze stosunkami towarzyskimi nie jest dobrze. Nawet wydawało mi się, że mam tylko bardzo skromne zaplecze. Zdecydowanie skromniejsze od tych, którzy lubią imprezować.

W tym tygodniu jednak zaczęłam weryfikować swoje poglądy. Tam, gdzie wolontariusze zbierają podpisy na komitet wyborczy, nie jest łatwo, bo nazwa często ludziom nie mówi nic, nie wiadomo kto się za tym kryje.
Gdy prosimy o podpisy dla mnie, idzie nam wyjątkowo dobrze. Nawet niektórzy przychodzą do nas specjalnie po to, by udzielić nam pisemnego poparcia. No i ilość osób które nas znają, które nam ufają, wydaje się być całkiem pokaźna.

Znajomy, który już wielokrotnie pracował przy wyborach, mówił mi, że zebranie kilku podpisów dla większości nie jest problemem, przy kilkunastu zaczynają się schody. Jakie schody? Z braku czasu nie poprosiłam o podpisy jeszcze masy znajomych, z których przynajmniej większość by mi nie odmówiła.

Słuchajcie, to są lata ciężkiej i na pozór mało efektownej pracy, które obecnie zaczynają procentować z punktu widzenia pozycji społecznej. Nasze biura od lat przecież były nie tylko miejscem do zarabiania pieniędzy, ale bywały miejscami debat społeczno – politycznych, służyły do planowania pracy i działalności publicznej, opracowywaniu pomocy dla osób poszkodowanych. To wszystko co się dzieje, nie stało się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ani nie jest efektem jakiegoś cudu. To są efekty kilkunastu lat ciężkiej pracy mojej rodziny i naszych współpracowników.

Żeby jeszcze tylko funkcjonariusze publiczni mieli dla nas trochę litości, by pamiętali, że zło wraca do człowieka. Ze sporym spięciem i zniecierpliwieniem czekamy na zaprzestanie niedopuszczalnych działań, wykonanie prawomocnych wyroków sądowych. Dość już tego bredzenia, że odmowa wykonania czynności, które nakazał przeprowadzić sąd, jest wykonaniem wyroków. To przecież przeczy logice i poprawnemu rozumowaniu, jest drwiną przede wszystkim z tych, którzy takie bzdury wypisują kpiąc sobie z nas, przy okazji ośmieszają samych siebie i zatruwają nam życie.

Demokracji nie można mylić z anarchią

Ludzie powinni nawzajem wspierać się. Powinni ułatwiać sobie życie, bo różne zasoby nie są ograniczone,
a dobro i zło wracają do osób, które je czynią.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Dowcipnie o polityce?

TRUDNO SIĘ ZE MNĄ NIE ZGADZAĆ?

Możliwość wyrażania swoich poglądów w sieci, ma ogromny wpływ na moje życie. To internauci jako pierwsi mnie zauważyli i docenili to, co robię, jak podchodzę do życia społeczno – politycznego. Ja posłuchałam moich czytelników, choć może się pozornie wydawać, że tylko piszę lub mówię, co świadczyło by o tym, że na słuchanie brakuje mi czasu. Gdy troszeczkę wyszłam z cienia, jak mi radzili moi czytelnicy, to się dzieje, jak mi obiecywali, że będzie się działo.

Słuchajcie, dzieje się. Bardzo ważne jest to, że wydawać by się mogło, iż zdecydowałam się na realizacje jakiegoś kosmicznego pomysłu. Co powinno powodować śmieszność w oczach innych ludzi. A tu bardzo proszę, ogromne zaskoczenie, bo pomysł mojej działalności politycznej przyjmowany jest z powagą i ogromną życzliwością. Padają słowa poparcia, część znajomych oferuje pomoc.

Pisząc o powadze, oczywiście przesadziłam. Jeden ze znajomych z bardzo poważną miną stwierdził, oczywiście i koniecznie w obecności mojego męża, że on już nie raz zwracał uwagę, iż z moją inteligencją jest coś nie tak i z tego będzie jakieś nieszczęście. Przecież nie raz już mówiłem, że pani jest taka jakoś mało rozgarnięta, dlatego chętnie korzystamy z pani rad. Panowie oczywiście bawili się świetnie, jak zwykle zresztą wymiewając moje ograniczenia intelektualne, złośliwcy. A ja widziałam facetów, dla których moje działania są czymś oczywistym, a nie jakimś kosmicznym.

Po rozmowie natychmiast przysłowiowego wiatru w żagle dostał mój osobisty facet, ten sam od lat. Jak zawsze bardzo mnie wspiera, ale robi mi również różne numery, muszę bardzo uważać, normalnie mnie wystawia. A ja to wszystko muszę dzielnie znosić. Zbieramy podpisy, by zarejestrować w województwie komitet wyborczy. Proszenie o podpisanie się na liście wśród znajomych, nie jest wcale łatwą sprawą. Co ciekawe ludzie narzekają, psioczą na rządzących, ale gdy podejmuje się pozytywne działania, to część mówi: nie, bo nie. Tak, że normalnie ręce opadają! Zupełnie nie rozumiem w takim razie, po co te puste narzekania, niczemu nie służące gadanie?

W tej trudnej sytuacji, gdy nie sposób przewidzieć zachowania drugiej osoby, mój mąż najpewniej uznał, że do sprawy trzeba podejść na pełnym luzie. To, robiąc przy okazji dowcipy żonie, jest zupełnie inną sprawą. Mojemu facetowi odwagi dodała rozmowa ze znajomym, który śmiejąc się do łez ubolewał nad moim poziomem inteligencji.
Dzisiaj w osłupienie wprowadziły mnie słowa mojego faceta. – Co by pan zrobił, gdyby ktoś chciał robić karierę polityczną, startować w wyborach? Pytam nie bez przyczyny – mówił dalej mój rozbawiony mąż – bo mamy tu taką osobę, która potrzebuje poparcia, jest chętna do pracy na rzecz dobra wspólnego.

Pomyślałam sobie tylko, bez znaczenia jest to, że wcale się nie zgłosiłam na ochotnika. Uznałam jedynie, że w tej konkretnej sytuacji nie powinnam się uchylać. A teraz mój osobisty facet, bawiąc się dobrze, traktuje mnie jak karierowiczkę. A przecież kilka dni temu od znajomych dostało mi się od kolaborantek, bo przyłączyam się do tej, a nie innej grupy. Super, jak nie postąpie jest źle. Za wszystko obrywam. Czyli nie pozostało mi nic innego, jak tylko dalej robić swoje.

W trakcie rozmowy męża ze znajomym, byłam pokorna, nie mówiłam nic. Czekałam na reakcję rozmówcy męża, który powiedział, że jeżeli jest to przyzwoity człowiek, to on oczywiście mu chętnie pomoże. – A tej pani pan pomoże – zapytał mój nieznośny facet. – Po co cały tem wstęp – zapytał rozmówca męża – trzeba było mówić od razu, że podpisy są dla tej pani.

Gdy zostaliśmy sami z mężem, już byłam gotowa na przeprowadzenie z nim poważnej rozmowy. Jednak usłyszałam: ty teraz możesz się tłumaczyć i tak ci nikt nie uwierzy. Może lepiej wyluzuj i rób dalej swoje! Podejście ogólne, poważne bywa nieskuteczne. Na karierowiczkę, którą ludzie znają, zbieranie podpisów idzie mi dobrze. Co ty sobie myślałaś, jakim niby sposobem tyle podpisów zebrałem? Znajomi śmieją się do łez, że w naszym gronie jest polityk i bez żadnych obiekcji wpisują się na listę.

No to mnie przytulajcie!!!

Tak, najpierw były dowcipne według internautów teksty polityczne, które ponoć są jednocześnie profesjonalne, z którymi ponoć trudno się nie zgadzać. Później było dużo pracy w stowarzyszeniach na rzecz praworządności, a teraz już tylko strach myśleć, co jest, co się będzie działo. Karierowiczka jedna, a może niektórym tylko tak się wydaje?

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Nie będzie świętego spokoju!

WYWOŁYWANIE ZAMIESZANIA JEST NAWET BARDZO WSKAZANE, PRZEGRZANY WIZERUNEK TEŻ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ

Ponoć każdy otrzymuje to, czego oczekuje, na co sobie zasłużył. Ze mną nie ma szans na święty spokój. Praktycznie odkąd sięgam pamięcią, interesowałam się życiem społeczno – politycznym. Gdy po latach uważnych obserwacji, nauki zaczęłam wypowiadać się w sferze publicznej, to okazało się, że moja wiedza, moje obserwacje, sposób podejścia do ludzi oraz życia społeczno – politycznego są akceptowane przez pewną grupę aktywnych ludzi.

W ostatnich latach, a w szczególności miesiącach doszło do ogromnych zmian w polskim życiu publicznym. Jeszcze niedawno w partiach politycznych, w większości grup obywatelskich nie było miejsca dla osób odważnych, samodzielnie myślących, kreatywnych, którym nie jest wszystko jedno. W szczególnej cenie były osoby bierne, mierne ale wierne i bezwzględnie wykonujące polecenia szefów.

Taki stan rzeczy powodował, że ci którzy mieli pomysły i chęci by pracować faktycznie na rzecz dobra wspólnego, z reguły nie zagrzewali długo miejsca w tej samej grupie, w tym partii, bo zawyżali poziom, zakłócali święty spokój osobom decyzyjnym w grupach. Zmiana barw politycznych powodowała, że ludzie patrzyli dość podejrzliwie na tych, którzy często zmieniali grupy w których pracowali, bo w większości organizacji nie było warunków, atmosfery do pracy na rzecz dobra wspólnego. Normalnie błędne koło.

W dłuższym przedziale czasu, nie da się budować silnych, znaczących organizacji w oparciu o karierowiczów, często niekompetentnych, leniwych cwaniaków. Przyszedł czas na autentyczną aktywność obywatelską. Przyszedł czas, gdy w sferze publicznej niezbędne są osoby odważne, kompetentne, kreatywne, samodzielne i niepokorne.

Potrzeby sfery publicznej powodują, że przedstawiciele części organizacji zabiegają o takich ludzi, którzy nie cenią sobie świętego spokoju, potrafią wywoływać zamieszanie. Czyli zobaczcie, to jest wręcz idealny moment, by jeszcze mocniej zaistnieć w sferze publicznej dla takich osób jak ja.

Nie czuję potrzeby dalszego eksponowania swojej osoby w sferze publicznej. W ostatnim czasie poprzez publikowanie w sieci i działalność w ruchu stowarzyszeniowym uważam, że wystarczająco zwróciłam na siebie uwagę. Ale w sprawie pojawia się problem, który pozostaje w sprzeczności z moimi prywatnymi potrzebami. Nieobecni nie mają głosu i wpływu na decyzje, co musiałam uwzględnić.

Nie sposób popularyzować wiedzę z zakresu świadomego obywatelstwa, domagać się działań zgodnych z prawem stojąc z boku. Okazuje się jednocześnie, że zupełnie nie nadaje się na szeregowego, niezauważalnego członka organizacji społecznej lub politycznej, który potrafi wtopić się w tłum. Ta moja umiejętność wywoływania pozytywnych, twórczych zamieszań powoduje, że wręcz samoistnie wcielam się w rolę osoby znaczącej w grupie, która wywołuje często bardzo sprzeczne emocje, której dość obca jest obojętność.

Ostatni efekt mojej postawy jest taki, że w ramach obywatelskiej inicjatywy politycznej na Lubelszczyźnie zostałam wyeksponowana z grupy w pierwszej kolejności, zwrócono na mnie zresztą uwagę dość szybko na poziomie krajowym. Taki stan rzeczy jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, wymaga dużo pracy. Zaufali mi współpracownicy, a ja teraz muszę zrobić wszystko, by zaufania nie zawieść, a nawet poprzez swoją postawę powinnam przekonywać kolejnych ludzi do inicjatywy, bo takie jest założenie.

W tym stanie rzeczy pewne jest, że świętego spokoju nie będzie, bo być nie może. Będzie się działo!
Wręcz zamieszanie być obowiązkowo musi. Dzisiaj mój mąż powiedział, że nawet nie sposób być już o mnie zazdrosnym, o te telefony i maile od znajomych, bo tylu panów do mnie dzwoni i pisze, że trzeba umieć z tym żyć. A co ja niby na to poradzę, że współpracuję głównie z panami?

To, że jest ogromne zamieszanie, że organizujemy zbieranie podpisów i zbieramy osobiście podpisy dla komitetu wyborczego, a wyzwanie dla grupy która faktycznie jest w organizacji, jest ogromne, nie przeszkadza panom zastanawiać się, jak w trakcie kampanii politycznej wykorzystać moje atuty. Znowu przegrzany wizerunek ponoć przydać się może. My też niezależnie od innych atutów możemy przynajmniej spróbować dobrze wyglądać, być uśmiechnięci, interesujący i godni uwagi.

Specjalistka od zamieszania

– A wiecie co, ja sobie o tym wszystkim myślę? Będąc konsekwentną, chcąc skutecznie realizować swoje pomysły. Podjęłam ogromne wyzwanie, o którym jeszcze kilkanaście dni temu nawet nie myślałam. Strach się nie bać, zobowiązania jakie na siebie wzięłam.
Jednak o moich wątpliwościach i obiekcjach nawet nie mam zamiaru pisać, bo po co? Teraz musimy się trzymać tego, co powiedział jeden z członków grupy. Nie może być nawet mowy o przegranej, nie wolno nam tego zakładać. Mamy masę spraw do załatwienia. Rozwiązanie bodaj kilku pilnych i ważnych problemów będzie sukcesem, zwycięstwem.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Szkoda czasu na złość i zemstę!

POZYTYWNE DZIAŁANIA SĄ ZDECYDOWANIE WAŻNIEJSZE, A SZKODNICY SIĘ SAMI DEMASKUJĄ

Człowiek może swoją aktywność wykorzystywać dobrze lub źle. Można działać na rzecz dobra indywidualnego lub grupowego. Można niestety poprzez swoją aktywność siać zniszczenie i spustoszenie. Choć przecież szkoda czasu na destrukcję, złość i zemstę. Ja nie potrafię funkcjonować w chorych, niszczących układach. Czuję się dobrze, gdy dzieją się pozytywne rzeczy, gdy powstają pozytywne budowle w różnych sferach.

Z reguły jest tak, że gdy człowiek złości się, jest mściwy, to brakuje mu czasu na pozytywną pracę, pozytywne działania, choć nawet próbuje pozorować potrzebną, oczekiwaną przez innych działalność. Nie da się zbyt długo udawać, pozorować pozytywnej działalności. Sprawą czasu jest ujawnienie nieszczerych, często podstępnych intencji.

Mnie prostolinijność i szczerość takie do bólu wyratowały już wiele razy z różnych opresji, trudnych sytuacji. Ostatnio nawet krytyka mojej osoby, działania, które miały mi zaszkodzić, przez osoby które na sprawy patrzyły z boku, bez emocji potraktowane zostały jako reklama mojej osoby, sposobu myślenia, rozumowania i działania. Normalnie aż żal mi znajomych, którzy w złości pogubili się i mówili okazało się, że nie tylko do mnie, iż nikt nie chce ze mną współpracować, podczas gdy do mnie spływały i spływają różne oferty współpracy, padają bardzo konkretne i interesujące propozycje wspólnej pracy w sferze publicznej.

Tak, wiem, pamiętam, mój wizerunek ustatkowanej kobiety, przewidywalnej profesjonalistki zaburzany bywa przez przegrzany wizerunek nieznośnej kobiety. Można się w tym kompletnie pogubić. – To w końcu jak to jest? – Stateczna, kompetentna, odważna kobieta czy jakaś niepoważna, rozbrykana osoba? Ci co mnie dobrze znają, to wiedzą, że problem polega na tym, że jedno i drugie. Mam swoje zasady i priorytety, których się twardo trzymam. Jednocześnie pracując, działając, nie nadymam się, nie udaję damy, tylko mam spory dystans do siebie i otoczenia. Potrafię pracować na luzie, umiem podejmować bardzo trudne zadania, śmiejąc się i ciągle wywołuję jakieś zamieszania. Z zamieszaniami to jest plaga. To jakoś normalnie samo wychodzi.

Nigdy i przed nikim nie ukrywałam, że do mojego przegrzanego wizerunku trzeba podchodzić z dystansem. Taka stara pozorantka, która dla draki potrafi wykorzystywać atuty, którymi dysponuje i z pełną świadomością robi to. Pod tym wszystkim ciągle i nieustannie kryje się jednak przewidywalna kobieta, która trzyma się ustalonych zasad, chroni swoją prywatność, jest lojalna jak mało kto, na której można polegać.

W ostatnich latach do mojej nieznośnej natury dorzuciłam umiejętność pisania, której wcześniej nawet sama nie zauważałam. Piszę bardzo poważne teksty i takie, gdzie fikcja mieszają się z faktami. Trudno się w tym wszystkim połapać i najlepiej mieć do tego typu twórczości spory dystans. Mam nawet na piśmie, że nie wszyscy umieją na luzie podchodzić do bardzo radosnej, często opartej na fantazji mojej twórczości. Obsadzanie się w poszczególnych rolach, identyfikowanie z osobami, które opisuję, to jest normalnie nadużycie, napędzanie samych siebie w bezsensownej złości.

Z perspektywy kilku lat mojej obecności w sieci i w sferze publicznej, obecnie widać, że to co sobie wypracowałam przez lata pracy niezależnie od przychylności wobec mojej postawy lub krytyki moich poczynań, jest bardzo stabilnym fundamentem do dalszych działań, który bardzo trudno jest skruszyć, zdestabilizować. Z przykrością muszę zauważyć, że niestety działania którymi się zajmuję, na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego, aktywizacji Polaków w życiu społeczno – politycznym bywają niemile widziane. Osoby praktycznie z terenu całej Polski, które pracują w organizacjach autentycznie oddolnych, obywatelskich mają ten sam problem z uporaniem się z przeciwnością tworzoną przez małych ludzi, którzy sieją zniszczenie i spustoszenie.

Już nawet nie wiem czy śmiać się, czy płakać, a śmiech będzie oczywiście przez ogromne łzy, gdy osoby, które robią niewiele w grupach obywatelskich, pozorują pracę lub nawet nie robią nic, potrafią normalnie jak lwy walczyć o to, by zdyskredytować, wyrzucić z grupy osoby faktycznie pracujące, a nawet nadające ton pracy grupy. Kompletnie nie rozumiem, tych małych ludzików, którzy sieją zniszczenie i spustoszenie w polskim życiu społeczno – politycznym.

Kilka tygodni temu znajomi dali się wciągnąć w niszczącą hucpę. Były oczywiście zebrania, nie bardzo wiadomo po co z punktu widzenia działalności statutowaj, a nawet wbrew prawu i statutowi organizacji. Po to by konfliktować, według mnie zebrań organizować nie wolno. Zastanawiałam się, co się będzie działo, gdy trzeba będzie pracować. Nie trzeba było długo czekać, by zdemaskowali się sami specjaliści od rozwalania, podgrzewania emocji, podtrzymywania złości, podpuszczania do zemsty.
Gdy przyszedł czas na pracę, to ci ludzie, którzy tak ochoczo podgrzewali emocje oczywistą oczywistością jest, że nie mają czasu. Są bardzo zapracowani w domu lub swoich miejscach pracy. Nie mogą uczestniczyć na przykład w spotkaniach organizowanych w ramach działalności statutowej. Ja bym się bardzo zdziwiła, gdyby teraz pracowali! Od początku było widać, że podgrzewanie emocji służy destabilizacji pracy grupy.

Normalnie żal mi znajomych, którzy dali się nabrać na działania intrygantów, a teraz gdy trzeba pracować, działać, zostali w bardzo małej grupie, bo złość przekroczyła wszelkie granice, tak umiejętnie była podsycana, a ludzie dystansują się od grupy, w której podsycany był konflikt.

Tak wystawić własną żonę?

Słuchajcie, szkoda czasu na złość i zemstę. Trzeba być bardzo ostrożnym w kontaktach z osobami, które podgrzewają konflikty i spory. Wbrew pozorom bardzo łatwo takich osobników rozpoznawać. Oni kwestionują wszelkie pomysły działania, z reguły nie mają czasu lub mają bardzo ograniczony czas, gdy trzeba prowadzić pozytywne działania. Dysponują zaś dużą ilością czasu, by wywoływać i podsycać spory oraz konflikty. Szkoda czasu i życia na destrukcyjne działania, szkodzenie innym ludziom i grupom ludzi. Warto skupić się na pozytywnych, budujących działaniach, które podnoszą wiarę w ludzi, ich możliwości. Warto skupić się na podnoszeniu jakości stosunków międzyludzkich, umiejętnym rozwiązywaniu konfliktów, podnoszeniu poziomu życia.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Znowu mnie wystawili!

BO JA OCZYWIŚCIE DAŁAM SIĘ WYSTAWIĆ!

Wiem, że najgorsza, najbardziej dotkliwa i bolesna w stosunkach międzyludzkich jest obojętność. Bywa ona niestety również bardzo skuteczna i dość powszechnie stosowana. Co według mnie czyni wiele zła. Ja generalnie nie uznaję obojętności. Uważam, że trzeba być wrażliwym na drugiego człowieka, trzeba rozmawiać, pisać, przekonywać, a gdy aktywna, otwarta postawa nie przynosi skutków, to trudno, wtedy trzeba korzystać z innych możliwości prawem dopuszczonych.

Ja ze swoim sposobem bycia, konsekwentnym domaganiem się praworządności w typowy dla siebie sposób, zrobiłam wokół siebie niezłe zamieszanie. Tak, że przede wszystkim potwierdziłam teorię internautów, iż jak wyjdę z cienia w sferę publiczną, to będzie się działo! I dzieje się tak, że oczywiście moi krytycy, oponenci i przeciwnicy ostrzą sobie na mnie przysłowiowe zęby i bardzo liczę, że oni będą tymi, którzy nie pozwolą, by woda sodowa uderzyła mi do głowy. Liczę również, że zachowają umiar i zdrowy rozsądek.

Zresztą oprócz złośliwości i ataków dla samego oplówania oraz dyskredytowania, przydało by się przynajmniej trochę postaw asertywnych, konstruktywnej krytyki i życzliwych uwag od osób, które przychylnie patrzą na to, co robię i jak robię. Tak, by faktycznie moja działalność miała pozytywny wpływ na efekty wykonywanych zadań.

Wystawili mnie! Co tam wystawili? Ja zgodziam się, by mnie wystawili. Bez mojej zgody nie dało by się mnie wystawić. W pierwszym momencie wydawało mi się, że pomysł jest wręcz szalony.
– Mam zgodzić się na coś, co z góry jest przegraną sprawą?
Mój rozmówca powiedział mi, że spodziewał się po mnie różnych rzeczy, ale nie marudzenia i braku wiary w sens aktywności publicznej. Ostatecznie wzięli mnie i następnie wystawili na parytety.

Ja stara, konserwatywna kobieta, dałam się podpuścić i wystawić poprzez jakieś sztuczne regulatory prawne. „Koniec świata” – powiedział by Popiołek.
Gdy się z propozycją i podjętą już decyzją przespałam, to sobie pomyślałam, że przegrana na jakimś etapie, nie musi wcale oznaczać klęski lecz wygraną w dalszej perspektywie. A nawet na tym bieżącym etapie działania mogą przynieść wymierne korzyści.

Mój główny krytyk i wielbiciel jednocześnie, facet, który wytrzymał ze mną trochę lat, powiedział tylko, że znowu nie będzie spokoju! Ale w sumie może to nie jest taki głupi pomysł, zauważył, by wykorzystać sytuację do tego, by mówić co jest ważne nie tylko dla nas. Co jest bardzo ważne dla milionów Polaków.

Mam nadzieję, że nie wydarzy się nic nie przewidzianego. Będzie wystarczający entuzjazm po stronie zwykłych ludzi, wystarczające wsparcie. Będziemy mogli jako zespół z wystawioną moją osobą na pierwszy plan, mówić o tym, że funkcjonariusze publiczni są od tego, by służyć ludziom, muszą szanować obywateli i przestrzegać obowiązujące prawo. Będzie również można mówić o sposobach oddolnego organizowania się, prowadzeniu działań samopomocowych, np. przystępowania organizacji pozarządowych do spraw sądowych po stronie poszkodowanych obywateli przez przedstawicieli struktur państwa, instytucji publicznych i samorządów. W sprawie przecież nabyłam już trochę doświadczeń. Skuteczność działań, którymi koordynowałam, wyróżniała się w skali kraju. Między innymi dlatego zostałam zauważona i w jakimś stopniu doceniona.

Demokracji nie można mylić z anarchią

Słuchajcie, nikt niczego za nas nie załatwi! Bardzo wielu Polaków zwyczajnie nie radzi sobie w Polsce zorganizowanej w oparciu o chore zasady, gdzie znaczna część funkcjonariuszy publicznych gardzi ludźmi
i prawem. W tym stanie rzeczy uważam, że powinniśmy się oddolnie organizować. Musimy być obecni w sferze publicznej. Powinniśmy zgłaszać swoje propozycje, słuchać innych i rozmawiać między sobą oraz podejmować wspólne działania. A skoro moi znajomi uznali, że między innymi ja powinnam wystawić się na widok publiczny, być jednym z liderów lokalnej grupy, która ma przedstawicieli w różnych miejscach Polski, to uznałam, że przynajmniej spróbuję. Nie można przecież mówić i pisać o aktywności obywatelskiej oraz jednocześnie uchylać się od niej.

Barbara Berecka

Opublikowano Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Dramatyczna sytuacja w Kijowie

UKRAINA NA KRAWĘDZI WOJNY DOMOWEJ

W takiej sytuacji, trudno nawet zebrać myśli, nie wiadomo co pisać, gdy za naszą wschodnią granicą jest tak niespokojnie, dochodzi do potwornych aktów agresji, giną ludzie. Oczywiście wiodące media mają fantastyczną pożywkę. Większość z nich relacjonuje wydarzenia na bieżąco, a niektórzy dziennikarze bardziej podgrzewają emocje niż przekazują, co się dzieje.

Oczywiście, że trzeba uważnie obserwować, to co się dzieje na Ukrainie, bo dramatyczna sytuacja w sąsiednim kraju wymusza, podejmowanie pewnych działań również w Polsce lecz bez szukania w tym sensacji, a nawet dolewania przysłowiowej oliwy do ognia, który płonie w różnych miejscach Ukrainy.
Uważam, że to co się dzieje u naszych sąsiadów, jest klęską naszej współczesnej, europejskiej cywilizacji, klęską tak zwanej zachodniej cywilizacji.

Demokracji nie można mylić z anarchią

Z jednej strony jest masę debat o prawach człowieka, przestrzeganiu ich, a z drugiej strony spora część osób jest notorycznie lekceważona przez rządzących na różne sposoby. Ludzie władzy w swej większości w Europie budują coraz bardziej monstrualne struktury biurokratyczne, które są narzędziem zniewalania ludzi, które funkcjonują na koszt często bardzo biednych ludzi.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Jak w rwącym nurcie

TRZEBA EKSPONOWAĆ TO, CO ŁĄCZY I POMIJAĆ TO, CO DZIELI!

Po wkroczeniu w sferę publiczną, robiłam róże rzeczy. Pokazałam, że jestem odważna, mam trochę różnego rodzaju kompetencji, np. potrafię wypowiadać się publiczne, z pisaniem też nieźle sobie radzę, daję radę z przygotowywaniem i koordynacją spotkań publicznych oraz swoim wyglądem nie odstraszam ludzi, a nawet mam swoich wielbicieli i nie wszyscy z nich radzą sobie z emocjami wobec mnie. Ale to chyba dobrze, bo według mnie najgorsza jest obojętność.

Obecnie pracując w sferze publicznej, czuje się jak w rwącym nurcie, z którego przecież nie da się wydostać. Mam oczywiście przeciwników. Najgorzej jest w stosunkach z tymi, którzy faktycznie mnie nie rozumieją, mają ogromne braki z zakresu wiedzy z życia społeczno – politycznego. Jest strasznie, gdy wiedza, rozumienie mechanizmów rządzących sferą publiczną, otwartość na drugiego człowieka, zastępowane są przerośniętymi ambicjami i niepohamowaną agresją słowną, intrygami. Ale trudno, skoro już tak musi być, to niech tak będzie. Niech się grzebią mali, zapiekli ludzie w swojej złości, zwalczaniu innych. Mnie szkoda czasu i energii, by interesować się i przejmować działalnością niedouczonych, zawistnych, małych ludzi.

Z tymi którzy mnie szanują, cenią moje kompetencje i działania współpraca wbrew pozorom również wcale nie jest łatwa. Ostatnio miałam tyle ofert do zapisania się do różnych organizacji, że nie sposób skorzystać przynajmniej z części, a co dopiero ze wszystkich. A jak się odmawia, to wiadomo, że zapraszający nie koniecznie są zadowoleni i fazę fachów oraz dąsów, która pojawia się prawie zawsze, trzeba normalnie przeczekać.

Nieuchronne jest by przedstawiciele ruchu stowarzyszeniowego, aby realizować założone cele, mocno zbliżyli się do wielkiej polityki. Sytuacja dla mnie jest oczywista, choć sama nie mam sprecyzowanych ambicji politycznych. Idealnie dla mnie było by, aby w Polsce były warunki do życia i rozwoju, które pozwalałyby takim ludziom jak ja działać, realizować się poprzez pracę w prywatnych firmach.

Problem polega na tym, że jakaś grupa ludzi musi do takiego stanu rzeczy doprowadzić, by w Polsce były tworzone warunki do życia i rozwoju. Ja tkwiąc w tym rwącym nurcie wypowiadam się w sprawie, podejmuję różne działania. A znajomi o parytetach mi przypominają, że z racji tego iż jestem kobietą, to mi mogą nie odpuścić, startowania w jakiś wyborach oczywiście, bo kobiety na listach są niezbędne.

Jak zbliżamy się mocno do wielkiej polityki, tu dopiero zaczynają się oczywiście przeróżne zgrzyty, nieporozumienia, pomówienia i masę innych reakcji z którymi też trzeba jakoś nauczyć się żyć. Z kim współdziałać oraz współpracować i dlaczego nie z kimś innym? A zawsze będzie tak, że jak zdeklarujesz się współpracować z jedną grupą, to masz pewne, że obrażą się inni. I nie było by sprawy, gdyby nie to, że polskie grupy autentycznie obywatelskie są bardzo mocno rozdrobnione, a ambicje liderów poszczególnych grup powodują, że zamiast współpracy dochodzi do wzajemnych oskarżeń, dyskredytowania się nawzajem, ale i z tym trzeba się nauczyć żyć.

Zapraszamy do przenoszenia ognia i dmuchania

Szkoda, że Polacy w znacznej swej większości nie potrafią skupiać się na tym, co jest ważne, co łączy, tylko wolą się kłócić o bzdury. No i bardzo szkodliwe są ambicje, często niestety chore ambicje nie poparte kompetencjami merytorycznymi i moralnymi.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe

Adwokaci konfliktów i nieporozumień

NIE POTRAFIĄ ODDZIELIĆ SFERY PUBLICZNEJ, PRACY OD SFERY OSOBISTEJ, DO KTÓREJ NIE MA PRAWA WCHODZIĆ NIKT OPRÓCZ ZAINTERESOWANYCH

Szanuję ludzi niezależnie od ich wykształcenia, posiadanego majątku i pozycji społecznej. Nie mam złego nastroju, nawet dzisiaj mam całkiem dobry dzień. Ale są chyba jakieś granice lekceważenia obowiązków i podburzania, konfliktowania, prowokowania nieporozumień oraz nikomu do niczego nie potrzebnych sporów tak w sferze publicznej jak i w życiu osobistym.

Akceptuję sytuację, że ludzie nie rozumieją na przykład rozumianego tekstu. Z reguły tak jest, że ci co słabsi są w jednej dziedzinie życia, są dobrzy, czasami nawet wyjątkowi w innych. Tak było, tak jest, bo pewnie tak ma być.

Wydaje mi się jednak, że mamy prawo wymagać, by średnio rozgarnięte osoby, które decydują się na pełnienie funkcji w sferze publicznej, wiedziały i rozumiały, że by unikać konfliktów, dezorganizowania pracy, by nie siać wokół siebie spustoszenia, a nawet nie naruszać prawa, trzeba rozdzielać sferę publiczną od osobistej. Nie wolno wtrącać się w kontakty między dwoma osobami, które pracują w tej samej grupie co intrygujący. Nie wolno wtrącać się w sprawy rodzinne współpracowników.

Każdy, w tym ja mamy prawo mówić i pisać o swoim życiu osobistym tyle, na ile uznamy to za stosowne.
Zresztą jeżeli chodzi o osoby, które sporo piszą, zdarza się, że pozwalamy sobie na fantazjowanie. Tak, że nie ma nigdy pewności, że tak jest, było czy tylko autorka lub autor napisali, co chcieli napisać, choć może być tak, że faktycznie bardzo strzegą swojej prywatności.

Wiem, rozumiem, że jest coś takiego jak brak kompetencji, zazdrość, złość i zawiść. Mali ludzie, adwokaci konfliktów i nieporozumień zamiast wykonywać pracę, zadania, których się podjęli wykonywać, wolą intrygować, konfliktować, podpuszczać jednych na drugich. Bo przecież jest to bardzo fajne, nie wymagające specjalnych starań zajęcie, którego efekty mogą być bardzo podniecające, fascynujące, dla intrygujących łajdaków oczywiście.

Na przykład praca na rzecz dobra wspólnego, jest z reguły dość wymagająca. Same ambicje, by być prezesem, członkiem zarządu czy pełnić inną funkcje, to zdecydowanie jest za mało, by były pozytywne efekty pracy grupy. Umiejętność intrygowania i skupianie się na destrukcyjnej działalności, sieją jedynie zniszczenie i spustoszenie. Trzeba od tego typu toksycznych postaw i działań uciekać daleko.
Osoby nadające ton pracy grupom obywatelskim, muszą wykazać się sporymi kompetencjami, pracowitością oraz konsekwencją w działaniu i z reguły nie mają już czasu na intrygowanie. Bo wciąga ich pozytywne działanie, a nie sianie destrukcji.

Nie wiem, czy zauważyliście, że z reguły jest tak, że gdy jedni skupieni są na pracy, to inni za ich plecami intrygują niezależnie od tego, jaki projekt jest realizowany, to role zawsze są te same.

Adwokaci konfliktów i nieporozumień powinni jednak pamiętać, że każdy dobrze wychowany człowiek wie, że nie wolno interesować się życiem osobistym innych. Trzeba umieć oddzielać to, co mieści się w ramach wspólnej pracy, a co jest prywatną sprawą poszczególnych członków grupy. Zadawanie pytań zbyt osobistych, wtrącanie się w prywatne sprawy, jest nawet przez kodeks karny uznane za przestępstwo.

Dzisiaj normalnie prawie z nóg powaliła mnie znajoma, która od dość dawna jest chora. Bardzo szybko jednak postawiłam się do pionu i powiedziałam sobie: dość! Funkcje w grupie pełnić może, choć przecież wszyscy widzą, że zdrowie jej na to nie pozwala, to oczywistym wydaje się, że powinna zrezygnować ze stanowiska. Od miesięcy nie pracuje na rzecz grupy, ale w jej sprawach trzeba jej oczywiście pomagać i nawet większość osób to rozumie oraz ją wspomaga.
Ale szczytem jest już to, że kobieta zajmuje się intrygami. Jest ponoć bardzo dobrze poinformowana, tak w sprawach poszczególnych osób jak i ich rodzin. Bo ponoć przez kogoś już prawie nie działa organizacja, a ktoś komuś rozwala rodzinę. Tylko jak ma działać grupa, gdy jej formalni liderzy nie pracują, tylko intrygują?

Korzystajmy z naszych konstytucyjnych praw

Co to niby mnie ma obchodzić, kto z kim i gdzie lub kto, co komu proponował? Nie interesuje mnie również, jakie stosunki panują w rodzinach moich znajomych i współpracowników, to przecież nie mieści się w ramach pracy w organizacji.
Słuchajcie, uważam, że musimy uczyć się omijać, dziękować za współpracę adwokatom konfliktów i nieporozumień jeżeli chcemy, by nam nie przeszkadzali w pracy, działalności.

Barbara Berecka

Opublikowano Kultura i historia, Ludzie, wszystkie, Życie społeczne | Otagowano , , , , , , , | Komentowanie nie jest możliwe